Ksiądz prałat Aleksander Siemieński proboszcz w Szynwałdzie w latach 1885 - 1939
Następcą ks. Ignacego Górskiego został ksiądz Aleksander Siemieński który urodził się w Staniątkach koło Krakowa 28 lutego 1851 roku. Był on najstarszym dzieckiem z dziesięciorga rodzeństwa Teofila i Marii z domu Biegańskich. Życie rodziny Siemieńskich było związane z klasztorem sióstr Benedyktynek, gdzie pracowali najpierw dziadek a potem ojciec ks. Siemieńskiego. Klasztor Benedyktynek posiadał duże posiadłości ziemskie jak również prowadził potrzebną krajowi działalność wychowawczo - oświatową. W domu rodzinnym Siemieńskich nie było wielkiego dostatku, ale panowała w nim prawdziwa atmosfera religijności. Odmawiano wspólną rodzinną modlitwę śpiewano pieśni religijne czytano katolickie książki. W niedziele i święta cała rodzina uczestniczyła we mszy świętej a po południu w nieszporach. Od dzieci wymagano posłuszeństwa i pracowitości a za wykroczenia dzieci karano pokutą a nawet postem. Mały Oleś był inteligentnym i uzdolnionym dzieckiem. W ogrodzie klasztornym do którego nieraz zabierał go ojciec szybko nauczył się rozpoznawać kwiaty i rośliny. To zamiłowanie do kwiatów towarzyszyło ks. Siemieńskiemu całe życie. Szkołę podstawową ukończył w Niepołomicach, bowiem w rodzinnej miejscowości szkoły dla chłopców nie było. Z nauką radził sobie znakomicie za poparciem nauczyciel a zdecydowano oddać niespełna dwunastoletniego chłopca do gimnazjum w Krakowie. Było to słynne gimnazjum św. Anny o wielkich tradycjach i wysokim poziomie nauczania. W roku 1869 młody Aleksander mając osiemnaście lat zdał maturę z najwyższymi stopniami jakie tylko były możliwe i pochwałami. Wkrótce zdecydował że wstąpi do seminarium duchownego w Tarnowie. Ksiądz proboszcz parafii Niepołomice wystawił Aleksandrowi Siemieńskiemu opinię do seminarium i równocześnie przestrzegał młodego kandydata przed lekkomyślną decyzją. Aleksander odpowiedział na to: "Głupi ten człowiek i bez charakteru, który raz w tę, raz w ową rzuca się stronę". W nie najlepszych warunkach młody kleryk zabrał się z dużym zapałem do studiów i kształcenia w sobie kapłańskiego ducha. Był bardzo sumienny i zachowywał wszystkie przepisy regulaminu i porządku dnia. Ale nie był bynajmniej zamkniętym w sobie pobożnym klerykiem. Korzystając ze swych zdolności muzycznych prowadził klerycki chór. Natomiast podczas rekolekcji bawił wszystkich wysokiej klasy humorem i dowcipem więc był lubiany i ceniony przez profesorów i kolegów. W lipcu 1873 roku został wyświęcony przez biskupa tarnowskiego Pukalskiego. Prymicyjną mszę świętą ks. Siemieński odprawił w kościele parafialnym w Niepołomicach dokąd wcześniej przenieśli się rodzice z pobliskich Staniątek. Na początku sierpnia został wikariuszem w Bochni było to wyróżnienie dla młodego neoprezbitera ponieważ do parafii miejskich nie kierowano nowo wyświęconych księży. W Bochni Był doceniany za bardzo dobrze prowadzoną katechizację a jego kazania były przygotowywane bardzo starannie i chętnie słuchali ich studenci i inteligencja. Po trzech tygodniach na własną prośbę został przeniesiony do Zabierzowa. Zamieszkał nie na plebani lecz u gajowego jednak po tym jak spłoną dom gajowego otrzymał przeniesienie w marcu 1874 roku do Dąbrowy Tarnowskiej. Nie dotarł tam jeszcze, a w między czasie otrzymał już nominację na wikariusza przy katedrze tarnowskiej. Był tam katechetą szkolnym parafii katedralnej w Tarnowie i rektorem kościoła na Burku w Tarnowie. W latach 1882 - 84 odbył trzy duże podróże zagraniczne pierwszą do Italii, drugą do Francji i Anglii a trzecią do Ziemi Świętej. Obserwował tam życie religijne, społeczne i gospodarcze, interesował się również architekturą sakralną. Właśnie te doświadczenia spożytkuje później w Szynwałdzie. W kurii biskupiej cieszył się wielkim zaufaniem o czym świadczy fakt że był spowiednikiem kleryków. Ks. biskup polecał mu pełnienie funkcji ceremoniarza w czasie pontyfikalnych nabożeństw i chętnie korzystał z jego pomocy w publicznych wystąpieniach. Po dwunastu latach pracy przy katedrze tarnowskiej ks. Siemieński, 34 - letni senior wikariuszy katedralnych chciał już być samodzielnym proboszczem.
|
Ksiądz proboszcz Aleksander |
Ksiądz proboszcz Aleksander |
Po otrzymaniu nominacji na proboszcza w Szynwałdzie 21 kwietnia 1885 roku książę Eustachy Sanguszko kolator parafii podpisał prezentę. Ksiądz Aleksander Siemieński (fot.1,2) tego samego dnia poszedł objąć nową placówkę, szedł pieszo z nieodłączną laską i brewiarzem w ręce. Parafia nie należała ani do bogatych ani do zbyt biednych, Szynwałd w tym czasie nie cieszył się zbyt dobrą opinią, w parafii było 1675 wiernych (więcej w tabeli) a według inwentarza z roku 1855 probostwo posiadało 29 ha. 37a ziemi. W tym trudnym okresie nikt wtedy nie przypuszczał że wraz z jego przyjściem rozpoczęła się nowa epoka w dziejach wsi i parafii. Ksiądz proboszcz przybywając do Szynwałdu nie miał sprecyzowanego programu pracy społecznej. Rodził się on na miejscu, był odczytaniem znaków czasu. Ówczesny Szynwałd mimo bliskości Tarnowa stanowił zupełnie inny świat, nie było tu praktycznie żadnej inteligencji życzliwych i mądrych osób z którymi mógłby omawiać plany swojego proboszczowania. Zorientował się jednak szybko i zaczął działać planowo systematycznie i wytrwale. Proboszcz był idealistą, ale zarazem praktycznym realistą. Ksiądz Siemieński był nie tylko gorliwym duszpasterzem, ale też znakomitym i oddanym całym sercem społecznikiem. Był prawdziwym mężem modlitwy, przed mszą świętą rozmyślał godzinę klęcząc na podłodze. Medytacje przerywał gorącymi westchnieniami wpatrując się w krzyż. Matkę Bożą czcił codziennie odmawiając różaniec razem z domownikami. Jak pisze ks. Rogóż jego bliski przyjaciel, proboszcz początkowo nie miał nawet łóżka i spał kilka godzin na stołku i zrywał się do pracy, dopiero później postarał się o coś w rodzaju łóżka czyli dwie deski pokryte kapą. Plebania była drewniana i skromna z jednym pokojem. Dzień dla niego miał charakter pokutny nie było tam miejsca na rozrywki ale tylko na modlitwę i pracę. W początkowych latach proboszczowania wzorem świętych pokutników biczował się do krwi. Kiedy mu siostry dyscyplinę „skonfiskowały” to przeszedł na żelazny łańcuszek pokutny który wrzynał się w ciało i zadawał bul. Często też pościł a w piątek zachowywał post ścisły, miał też wielkie nabożeństwo do świętego Franciszka z Asyżu wprowadził w parafii III Zakon czyli tak zwanych "tercjarzy". Odbywał też piesze pielgrzymki, zwłaszcza do pobliskiego sanktuarium w Tuchowie (więcej w zakładce ››
Sanktuarium Tuchowskie). Czynił to zapewne w intencji parafii aby się wyzwoliła od żydowskich karczm, oparów alkoholu i zaczęła żyć godnie po chrześcijańsku. W 1887 roku ksiądz Aleksander Siemieński doprowadził do założenia Ochotniczej Straży Ogniowej. Straż była potrzebna nie tylko do walki z ogniem, ale także dla celów moralnych i wychowawczych.
|
||||||||||||||||||||||||||||||
Wychowanie religijne i walka z pijaństwem
W latach 1891 - 92 powstał w Szynwałdzie dom parafialny który spełniał bardzo ważną rolę placówki społeczno kulturalnej. Został on wybudowany staraniem ks. proboszcza, członków Kółka Rolniczego, rady gminnej oraz pomocy księcia Sanguszki, który ofiarował na ten cel 2.000 koron. Uzyskano również pożyczkę z kasy miejskiej w Tarnowie. Dom ten posiadał na piętrze salę ze sceną na której urządzano różne akademie religijne i narodowe, amatorskie przedstawienia. Zapraszani prelegenci mieli wykłady o tematyce naukowej czy też gospodarczej, tu też odbywały się różne kursy. Na parterze był sklep Kółka Rolniczego, biblioteka a okresowo szkoła, na piętrze w czasie budowy kościoła na sali teatralnej odprawiano nabożeństwa. Głównym zadaniem proboszcza w ciągu pierwszych piętnastu lat była walka z pijaństwem. Gdy ofiarą padł Jan Laska ojciec rodziny, zabity w pijackiej awanturze w karczmie, przez pięciu chłopców pochodzących wcale nie z najgorszych rodzin. Proboszcz postanowił wypowiedzieć nieugiętą walkę z żydowskimi karczmami i pijaństwem. Była to walka zdecydowana, radykalna i zakończona sukcesem. Karczmy były nie tylko źródłem pijaństwa, ale także gospodarczego upadku i wszelkiej nędzy. Ksiądz Siemieński nawoływał do bojkotu żydowskiego handlu i karczem zgodnie z hasłem „Nic do Żyda, nic przez Żyda”. Nie walczył siłą lecz tłumaczył tragiczne skutki uzależnienia od pijaństwa i karczmy. Nastawał na bojkot żydowskich karczm i handlu. Na miejsce karczm zakładano sklepy Kółka Rolniczego, a młodzież uczył radosnej ale kulturalnej rozrywki i chrześcijańskiej zabawy. Aby młodzież odsunąć od złego zakłada chóry, straż ogniową jasełka. Żydzi nie wytrzymując tego naporu likwidowali karczmy i gospodarstwa i opuszczali Szynwałd. To prawdopodobnie w akcie zemsty za ich namową, a morze nawet zapłatą została spalona w 1893 roku pierwsza ochronka sióstr Służebniczek w Szynwałdzie. Kiedy ostatni żyd opuszczał Szynwałd na wierzy kościelnej uderzono w dzwony. Były to dzwony zwycięstwa nad wrogami chrześcijańskiej wiary i moralności.
|
Pomnik na pamiątkę |
Tablica pamiątkowa |
|
Grota z figurką Matki Bożej
(fot.3) |
Figurka w grocie
(fot.4) |
| Kapliczka świętego Jana (fot.5, 6) | |
W miejscach gdzie stały karczmy postawiono religijne pomniki (fot.1 i 2) które stoją do dziś ku przestrodze. Pod kościołem stanął krzyż z napisem "Na uczczenie Jubileuszu odkupienia i na pamiątkę pozbycia się wrogów Krzyża Chrystusowego - rok 1900". Drugi znajduje się nieopodal Ochronki Sióstr Służebniczek (fot.3 i 4). Pomnik pod kościołem poświęcił nawet ksiądz biskup Wałęga przy okazji uroczystości jubileuszu kończącego renowację misji. Biskup gratulując pozbycia się wrogów zewnętrznych Krzyża życzył również pozbycia się wrogów wewnętrznych. Ksiądz proboszcz był zagorzałym wrogiem pijaństwa o czym świadczy pewne zdarzenie. Pewnego razu spotkał na drodze gospodarza, który niósł pewną ilość butelek z wódką. Uniesiony pasterską gorliwością, proboszcz chwycił za laskę i porozbijał wszystkie butelki, a "cenny trunek" wylał się na ziemię. Można sobie wyobrazić jaki żal i złość ogarnęły poszkodowanego. Następnego dnia wezwał go na plebanię, łagodnie upomniał a za straconą wódkę zapłacił. Przykazując jednocześnie by te pieniądze spożytkował już nie na zakup nowego alkoholu ale na potrzeby swojej rodziny. Tak właśnie ks. Siemieński walczył bezkompromisowo i nieugięcie o trzeźwość swoich parafian. Nie zlikwidowano do końca problemu pijaństwa, ale znacznie go ograniczono. Dalszą walkę z tym zjawiskiem prowadzono w ramach Towarzystwa Wstrzemięźliwości. Po zlikwidowaniu karczem nastąpiło ożywienie działalności Towarzystwa. W latach 1900-1931 zapisało się do niego 1 322 osoby. Koło kościoła naprzeciw bocznego wyjścia na posesji pana Augustyna znajduje się również kapliczka świętego Jana (fot.5, 6). W chórze amatorskim i orkiestrze grało początkowo 15 muzyków przeważnie starsza młodzież. Instrumenty zakupił proboszcz przy okazji gdy likwidowano orkiestrę przy tarnowskiej katedrze. Na początku sam uczył grać, jako kleryk prowadził chór seminaryjny grał na flecie, skrzypcach i harmonii. Później uczył grać pan Zawiślak dyrektor orkiestry straży pożarnej w Tarnowie. Orkiestra była wielką atrakcją i przyczyniła się do podniesienia kulturalnego poziomu młodzieży. Następnie orkiestrą zajmował się organista pan Stańczyk. Orkiestra uświęcała nabożeństwa kościelne, procesje oraz obchody narodowe. Prawdziwą chlubą Szynwałdu był chór mieszany jak również męski. Niektórzy byli tak zdolni że sami pisali partytury chóralne na głosy. Szczytowym sukcesem był koncert chóru w Polskim Radiu w 1938 roku, śpiewano tam piosenki ludowe. Wszyscy byli rozśpiewani a chłopcy gdy szli wieczorem przez wieś pięknie śpiewali na głosy. Raz gdy jedna z dziewcząt oddała pierścionek zaręczynowy jako wotum w Tuchowie i zdecydowała się wstąpić do klasztoru, narzeczony z kolegami żegnał ją śpiewem skomponowaną na tę okazję piosenką. Po domach rano śpiewano godzinki a w kościele pięknie brzmiały Gorzkie Żale, psalmy i inne pieśni religijne. Muzykalny ks. proboszcz często przypominał parafianom powiedzenie św. Augustyna "Kto śpiewa, ten dwakroć się modli". Po pewnym czasie odkryto w orkiestrze wielki talent muzyczny Jana Stańczyka który został dyrygentem zarówno chóru, jak i orkiestry. Prawdziwą chlubą Szynwałdu stały się chóry mieszany i męski. Uczyły radosnej chrześcijańskiej zabawy, czyni tak aby młodzież miała jakieś zainteresowania, by była czymś pozytywnym zajęta w wolnym czasie. W jego wizji chór miał rozwijać wyższe uczucia, uczyć chrześcijańskiej zabawy. Tym sposobem młodzież kształtował i wychowywał. Odnowie życia moralnego służyć miały przede wszystkim misje i rekolekcje. Ksiądz proboszcz często zapraszał do ich prowadzenia redemptorystów z Mościsk i Tuchowa. Pierwsze misje redemptorystów z klasztoru Mościskiego odbyły się w czerwcu 1893 roku. W 1900 roku misje prowadził Sługa Boży ojciec Bernard Lubieński. Proboszcz umiał się z młodzieżą bawić, śmiać, żartować, dawać do rozwiązania zagadki. Lubił wesołe kulturalne zabawy, w satyrycznych powiedzeniach i wierszach przestrzegał przed zgubnym w pływem nowoczesnej mody.
|
Oto fragmenty niektórych wierszy: |
||
|
O młodzieży żeńskiej: Szkoda ciebie, panno, szkoda,
Chodzisz kusa po ulicy |
O modzie męskiej: Chłopak z siebie zrobił pana,urżną spodnie po kolana. Biedaczysko kroi zucha, choć po plecach wiatr mu dmucha |
|
Czas budowania
Ksiądz proboszcz gdy objął parafię zaczął starania aby sprowadzić Siostry Służebniczki Starowiejskie do Szynwałdu (więcej ››
Siostry Służebniczki). Początkowo przekonywanie parafian o potrzebie sprowadzenia sióstr było trudne. Ale w końcu bogatsi gospodarze, Litwinowie ofiarowali część pola na budowę ochronki. Siostry Służebniczki przybyły do Szynwałdu w październiku 1891 roku. Ordynariusz tarnowski, biskup Ignacy Łobos pisał wówczas do ks. Siemieńskiego: "Miłą nam była wiadomość, że pokonawszy przeróżne trudności już masz mieszkanie dla sióstr Służebniczek, które w szybkim czasie przyjdą do Szynwałdu, a pobożnością, dobrym przykładem i zacną pracą będą wspomagać duszpasterza w pracy dla wiejskiego ludu. Dlatego nie tylko zatwierdzamy to Twoje postanowienie, aby te siostry w tym nowym budynku zamieszkały i na stałe przebywały, ale udzielamy im pasterskiego błogosławieństwa".
|
Obecny dom Sióstr Służebniczek (fot.1) |
Dom Parafialny (fot.2*) |
| Projekt pomnika jubileuszowego na cześć Najświętszej Maryi Panny (fot.3) | Epitafium Dulęby uczestnika powstania styczniowego (fot.4) |
Tak więc powstał dom Sióstr Służebniczek w Szynwałdzie (fot.1). Już w pierwszych dniach siostry zostały w nocy napadnięte, w budynkach powybijano szyby a siostry musiały uciekać do sąsiadów. Ofiarność i bezinteresowna praca sióstr w ochronce i parafii pokonała jednak wkrótce wszelkie uprzedzenia. W latach 1891-1892 powstaje dom parafialny w którym odbywały akademie religijne i narodowe. Młodzież miała tam amatorskie przedstawienia odbywały się tam również różnego rodzaju wykłady. Mieścił się tam także sklep Kółka Rolniczego, biblioteka oraz czytelnia. Miały tam również mieszkanie Siostry Służebniczki które posługiwały przy kościele, podczas budowy nowego kościoła w sali teatralnej odprawiane były msze święte (fot.2). Drugą ochronkę dla sióstr Służebniczek w Szynwałdzie zbudowano przy pomocy parafian w 1903 roku na Świniogórze. Poświęcenia kościoła dokonał ordynariusz tarnowski biskup Leon Wałęga w 1905 roku 30 kwietnia . Po wybudowaniu tam ochronki i kaplicy nazwał to miejsce Święta Góra, albo Góra Świętej Teresy, ale te nazwy się nie przyjęły. Od 1916 roku w trudnych warunkach siostry prowadziły również szkołę, nie mogły uczestniczyć w codziennej mszy świętej. Matka generalna nawet myślała o zniesieniu placówki, ale miejscowi gospodarze jak również ksiądz proboszcz uprosili, aby siostry pozostały. Projekt pomnika jubileuszowego w Szynwałdzie na cześć Najświętszej Maryi Panny wykonał Juliusz Adolf Stapf z Tarnowa. Pomnik miał być odsłonięty w 1908 roku i miał stanąć naprzeciw P.H.U WAMEX (była Baza G.S.) ale jego budowa została przerwana. Na cokole miała być umieszczona płaskorzeźba Najświętszej Maryi Panny i napis "SZYNWAŁD NA CZEŚĆ N. P. MARI 1908." A na kamieniach na których miał być wsparty cokół pomnika planowano wyryć nazwiska fundatorów. Byli to między innymi, Ignacy Siemek, Józef Niemiec, Tomasz Litwin, Józef Szczęch, Modelski Ignacy, Jan Zięba, Jakub Jop (fot.3). Gdy proboszczem był ksiądz Siemieński do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Starowiejskich wstąpiło 44 dziewczyny z Szynwałdu. Początkowo ks. proboszcz myślał aby przy ochronce w Szynwałdzie powstało seminarium nauczycielskie dla sióstr Służebniczek. Ale rozpoczęto w 1907 roku budowę Szkoły Rolniczej Żeńskiej. Wierzył że w takich szkołach umiejętnie prowadzonych przyjdzie odrodzenie religijne, kulturalne i gospodarcze wsi polskiej. Zgromadzenie Sióstr Służebniczek przeznaczyło niektóre posagi sióstr z Szynwałdu na budowę właśnie tej szkoły. Parafianie również pomagali chociaż ks. proboszcz nie naciskał na nich zbyt mocno mając na uwadze bliskie rozpoczęcie budowy kościoła. Od państwa otrzymano kilka tysięcy koron, z wielkimi trudami udało się otworzyć szkołę 1 września 1909 roku a poświęcono ją 3 grudnia. Pierwszą kierowniczką szkoły była siostra Florentyna Marek, a od 1912 roku kiedy szkoła przeszła pod zarząd Towarzystwa Kółek Rolniczych siostra Frydolina Koziej. Była ona kierowniczką szkoły do końca jej istnienia czyli do 1949 roku, pod jej kierownictwem szkoła się dobrze rozwijała i osiągnęła wysoki poziom nauczania. Wykłady prowadziły siostry Służebniczki o fachowych kwalifikacjach i profesorowie. Na szczególną uwagę zasługuje dr. Bronisław Dulęba który rozumiał doskonale idee ks. Siemieńskiego. Doktor Dulęba zmarł nagle w szkole i został pochowany w Szynwałdzie w grobowcu zasłużonych. Cieszył się wielkim szacunkiem u ks. Siemieńskiego i parafian o czym świadczy pamiątkowa tablica (fot.4) w kościele z napisem:
"Pamięci dr. Bronisława Dulęby, uczestnika powstania 1863 roku, długoletniego sekretarza Wydziału krajowego, jednego z grona założycieli, niestrudzonego pracownika, wiceprezesa i protektora Zarządu Głównego Towarzystwa Kółek Rolniczych we Lwowie członka rady nadzorczej związku ekonomicznego Kółek Rolniczych - prezesa wydziału oświatowego i członka Zarządu Konstytucyjnego Małopolskiego Towarzystwa Rolniczego w Krakowie, członka wielu innych stowarzyszeń mających na celu pracę oświatową i ekonomiczną dla ludu polskiego, zmarłego dnia 18. maja 1920 r. w 77 roku życia w Szynwałdzie koło Tarnowa w czasie pracy na kursie dla gospodyń wiejskich. Pomnik ten poświęca Związek Ekonomiczny Kółek Rolniczych w Krakowie". Drugim wielkim przyjacielem szkoły był Generał Józef Haller. Warto jeszcze wspomnieć trzeciego profesora, siostrzeńca ks. Siemieńskiego, pana F. Tomanka. Na uroczystość 25 lecia szkoły w 1934 roku przybył ordynariusz tarnowski ksiądz biskup Franciszek Lisowski i inni kapłani oraz przedstawiciele władz państwowych. Na uroczystości było około 150 wychowanek szkoły. Wtedy 83 letni założyciel szkoły ks. Aleksander Siemieński radował się szczerze i dziękował Bogu za to że powstałe przed 25 laty dzieło wydało tak piękne i liczne owoce. Szkoła Gospodyń w Szynwałdzie w 1949 roku została definitywnie zlikwidowana przez komunistyczne władze Polski Ludowej (więcej ››
Szkoła Rolnicza Żeńska). Powstały warsztaty drobnego rzemiosła, w czasie I wojny w 1917 r. ks. Siemieński dzięki poparciu ówczesnych władz jeszcze austriackich, uzyskał subwencję w wysokości 5.000 koron. Sprowadził warsztaty stolarskie, kołodziejskie i szewskie w których wyrabiano nawet obuwie dla wojska. Dzięki kursom wykształciła się pewna liczba fachowców z różnych dziedzin rzemiosła. Ksiądz proboszcz odnosił się ze szczególną troską do ludzi biednych, zwłaszcza sierot. Żaden biedak nie odszedł z plebani bez wsparcia, pewna biedna sierota Hanusia przygarnięta przez proboszcza mieszkała i pracowała na plebani aż do śmierci. Przy wigilijnym stole było zawsze jedno miejsce zarezerwowane dla człowieka biednego. Chorych i biednych bronił, chętnie odwiedzał w domach, modlił się za nich i bronił przed krzywdą i wyzyskiem. Postanowił wybudować "Dom ubogich", zwany "dziadarnią" gdzie pod opieką plebani i sióstr mogli by spokojnie zamieszkać. Dom był parterowy z dwoma izbami i kuchnią gdzie mogło zamieszkać 10 osób. Podczas I wojny znalazły tu schronienie biedne sieroty których ojcowie polegli na różnych frontach. Od 1934 roku służył jako budynek szkolny. Zdewastowany przez Niemców pod koniec II wojny światowej po jej zakończeniu został rozebrany. Obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy sprowadził z Rzymu do Szynwałdu ks. proboszcz Siemieński w 1909 roku (więcej ››
Obraz Matki Bożej). Każda kopia rzymskiego obrazu Matki Boskiej Nieustającej Pomocy którą wykonuje artysta na miejscu w Rzymie i której autentyczność potwierdza papieskie breve jest cudowna jak i sam oryginał. Pewna rodzina zakupiła obraz oraz wspaniałe ramy za 400 koron. Przy wprowadzeniu obrazu procesję prowadził ks. dr. Maciejowski z Tuchowa a uroczystą sumę z wystawieniem Najświętszego Sakramentu odprawił ks. dziekan. Później ujmujące kazanie wygłosił O. Kazimierz Majgier. Po sumie obraz został na dziedzińcu koło kościoła, a pobożni parafianie modlili się i śpiewali pieśni przed cudownym obrazem aż do nieszporów. (uroczystość wprowadzenia obrazu M.B.N.P opisał w czasopiśmie "Chorągiew Maryi" redemptorysta o. Leon Pyżalski, artykuł pod tytułem "Piękny dzień w Szynwałdzie (pod Tarnowem)").
Budowa nowego kościoła
Pomysł budowy nowej świątyni zrodził się w 1888 roku. Komitet kościelny powstał w 1901 roku a w 1903 roku na jego czele stanął ksiądz proboszcz Siemieński. Były dwie koncepcje budowy kościoła, na miejscu starego i zbudowanie całkiem nowej świątyni, ale konserwator zabytków sprzeciwił się rozbiórce kościoła. Zniechęcony tą sytuacją ksiądz proboszcz złożył rezygnację z probostwa na ręce księdza biskupa Leona Wałęgi. Biskup nie przyjął rezygnacji ale udzielił błogosławieństwa na dalszy trud przy budowie kościoła. W sierpniu 1909 roku komitet przyjął plany budowy opracowane przez Adolfa Stapfa a jesienią 1910 roku rozpoczęto budowę. Koszt budowy szacowano na około 200.000 złotych reńskich. Można było liczyć na pomoc ze strony książąt Sanguszków, którzy byli kolatorami, ale główny ciężar ponieśli parafianie. Księżna oferowała dwa miejsca pod budowę kościoła do wyboru, za cmentarzem i koło dworu przy drodze. Chłopi odrzucili jednak tę ofertę twierdząc, że kościół zbudowany na gruncie pańskim będzie kościołem pańskim, a oni chcieli mieć kościół chłopski.
|
Wież kościelna (fot.1) |
|
Ołtarz główny z figurą M.B. Szkaplerznej (fot.2) |
|
Kościół Parafialny (fot.3) |
A więc wybudowano nowy kościół na miejscu starego (więcej ››
Kościół parafialny). Stary kościół rozebrano w 1911 roku. Przy rozbiórce wydarzył się nieszczęśliwy wypadek przy spuszczaniu z wierzy ponad 1000 kilogramowy dzwon spadł i został on poważnie uszkodzony tak że nie nadawał się już do ponownego zawieszenia, gdy ks. Siemieński przybiegł na miejsce aż się rozpłakał z żalu na widok tak wielkiej straty. Na czas budowy zamieniono na kościół salę w domu parafialnym. Przy budowie kościoła brakowało przede wszystkim środków finansowych. Część materiałów na budowę kościoła ofiarowali Sanguszkowie resztę kosztów i robociznę pokryła parafia. Parafianie rozumieli potrzeby i dawali dobrowolne ofiary, w liście proboszcza do matki przełożonej Sióstr Służebniczek w1921 roku z 20 października pisze: "Utrzymanie kościoła i służby Bożej idzie w dziesiątki tysięcy, a ja z mojej strategi z ludowcami ustąpić nie mogę...". Źródłem dochodów parafialnych ma być sklep Kółka Rolniczego i proszę o przysłanie jednej siostry z kwalifikacjami. W 1917 roku rozpoczęły się prace przy budowie imponującej wysokością wieży (fot.1) więcej zdjęć w Galerii). Do wybuchu I wojny światowej były wzniesione mury i pokryto dachówką nawę główną. Działania frontowe nie spowodowały strat w Szynwałdzie. A więc można było kontynuować dzieło budowy nowego kościoła, więźba została ukończona w 1918 roku. Przy poświęceniu nowej świątyni ksiądz biskup Leon Wałęga nie chwalił specjalnie księdza proboszcza ani też parafian za dokonane wielkie dzieło. Powiedział nawet w kazaniu: "Pan Bóg waszych murów nie potrzebuje". Takie ujęcie sprawy miało za pewne głębszy cel uchronić proboszcza i parafian przed zbyt naturalnym samozadowoleniem, czy nawet pewnym rodzajem pychy. Niemniej jednak dziwnie jakoś brzmi taka wypowiedź pasterza diecezji przy podsumowaniu kilkuletnich ogromnych wysiłków i wyrzeczeń, jakich wymagało tak wielkie dzieło. Parafianie podziwiali oni i szanowali swego proboszcza, ale czasem niektórzy chłopi, zwłaszcza ludowcy, wyrażali bezceremonialnie swoje myśli. W czasie zebrania jeden z gospodarzy powiedział: "My dajemy i dajemy pieniądze, a nie wiemy gdzie się one podziewają". Nie było to może aż tak złośliwe powiedzenie, żeby je odczytać jako posądzenie księdza proboszcza o nieuczciwość. On je tak odebrał i od tej pory odsuną się już od dalszej działalności przy wykończeniu kościoła i zrezygnował ze wszelkich opłat ze strony parafian za kapłańskie posługi. By w ten sposób wynagrodzić parafianom rzekome "krzywdy" wyrządzone przez proboszcza. Nie było to najlepsze rozwiązanie konfliktu ale ks. Siemieński tak zasłużony parafii i o nieposzlakowanej kapłańskiej uczciwości uogólnił niefortunną wypowiedź jednego z parafian. Zraził się tak że nie zapomniał tego do końca życia. Również zdarzały się nieporozumienia i zgrzyty między innymi ze służbą plebańską, bo takie jest życie. Ale otrzymał do pomocy w 1929 roku dzielnego wikarego księdza Piotra Kyrcza. Rozpoczęto prace przy głównym ołtarzu (fot.2) wykonanym przez pana Rąpałę. Jest to ołtarz w stylu gotyckim z figurą Matki Bożej Szkaplerznej pośrodku. Natomiast dwa duże anioły po bokach ołtarza pochodzą z katedry tarnowskiej i są one wcześniejszym darem ks. Walczyńskiego. Są też boczne ołtarze: po prawej Matki Bożej Nieustającej Pomocy, a po lewej stronie Najświętszego Serca Jezusowego. Po roku 1930 wykończono wnętrze zamontowano zegar na wierzy i dzwony. Na wierzy znajdują się cztery dzwony, największy o wadze 650 kg., dwa mniejsze o wadze 450 i 350 kg. i najmniejszy zabytkowy ze starego kościoła z 1563 roku. Ten najmniejszy później padł ofiarą niemieckiej rekwizycji w czasie okupacji, był on ufundowany przez parafian z Szynwałdu mieszkających w USA zrzeszonych w klubie Białego Orła. Natomiast fundację dzwonu dużego obiecał książę Sanguszko i polecił wypisać na nim swoje imię "Roman" a fundatorem średniego dzwonu przyrzekł być dzierżawca folwarku pan Józef Ogórek. Lecz ci fundatorzy zawiedli i nie zapłacili za dzwony. Ksiądz Kyrcz tak pisze w parafialnej kronice: "Tak to panowie ziemianie umieli nabrać parafian i cudzym kosztem zdobywać tytuły fundatorów". Było to postępowanie niegodne wielkich panów. Kościół jest wybudowany w stylu neogotyckim, murowany z cegły i kamienia użytego do detali architektonicznych, trójnawowy. Uroczystej konsekracji kościoła (fot.3) dokonał 4 września 1936 roku Ordynariusz tarnowski ksiądz biskup Franciszek Lisowski w czasie wizytacji pasterskiej. Starszy już ksiądz prałat Siemieński przygnieciony wiekiem i chorobą nie mógł brać czynnego udziału w tych uroczystościach cieszył się jednak ogromnie. Że najważniejsze i najtrudniejsze dzieło jego życia rozpoczęte 26 lat temu zostało wreszcie wykonane i uroczystym aktem konsekracji ukończone. Budowa nowego kościoła jest uważana za największe dzieło księdza proboszcza Siemieńskiego.
Podsumowanie proboszczowania
Ksiądz Siemieński traktował swoje obowiązki bardzo poważnie i był przekonany że je musi wykonywać osobiście. Wikariusze nie mieli zbyt wiele pracy, odstępował im chętnie chrzty dzieci nieślubnych, gdyż ta sprawa była dla niego bardzo przykra i drażliwa. Mówiąc o duszpasterzowaniu należy wspomnieć o okresach zniechęcenia. Kochał on jednak swoją parafię i pod koniec swego życia mówił, gdyby było mu jeszcze raz wybierać to na pewno wybrał by Szynwałd. Nie dziwmy się zatem, że ksiądz proboszcz przeżywał okresy zniechęcenia myślał o odsunięciu się od Szkoły Gospodyń a nawet zamierzał opuścić parafię. Niespełnionym marzeniem księdza proboszcza było założenie szkoły dla chłopców. Mimo wszystko zwycięstwo odnosiła troska i wiara o dobro duchowe i doczesne parafian (fot.1). Ksiądz prałat Siemieński już za życia cieszył się opinią kapłana świętego.
|
Ksiądz proboszcz Siemieński z parafianinami w 1930 roku. (fot.1*) |
50 rocznica duszpasterzowania |
W 1935 roku była uroczyście obchodzona 50 rocznica proboszczowania ks. Siemieńskiego (fot2). Na jubileuszu 60 - lecia kapłaństwa porównywano go ze świętym proboszczem z Ars - Janem Vianney, na co podeszły już w latach szczerze się oburzał. Mimo tych trudności wytrwał w Szynwałdzie 54 lata, a jego duszpasterska działalność wydała błogosławione owoce. Godności i honorów nie pragną, a gdy je mu dano specjalnie się tym nie przejmował, na przykład zostając prałatem. W uznaniu bezsprzecznych jego zasług w wielokierunkowej pracy społecznej władze odrodzonej Polski przyznały księdzu Siemieńskiemu wysokiej klasy order "Polonia Restituta". Dyplom orderowy przyjął, ale bez oznak szczególnej radości. Gdy się jednak dowiedział, że order ten trzeba wykupić "aż za 7 złotych", wyją tę sumę z kieszeni i powiedział: "Lepiej dać te pieniądze ubogim, niż płacić za kawałek blaszki". Order pozostał nie wykupiony, a ucieszeni biedacy hojniejszą otrzymali jałmużnę. Proboszcz zjednał sobie szacunek szlachetną bezinteresownością. Obracał każdy grosz na ważniejsze i pilniejsze - jego zdaniem cele. Widziano bowiem że nie szuka absolutnie własnej korzyści a robi to wszystko dla chwały Bożej i zbawienia dusz. Ksiądz proboszcz był prawdziwym mężem modlitwy, przed mszą świętą rozmyślał godzinę klęcząc na podłodze. Medytacje przerywał gorącymi westchnieniami wpatrując się w krzyż. Bardzo przykładnie odprawiał co roku kapłańskie rekolekcje czynił je w domach zakonnych czy też u Redemptorystów w Tuchowie budując wszystkich swym skupieniem, milczeniem i rozmodleniem. Matkę Bożą czcił codziennie odmawiając różaniec razem z domownikami. Odbywał też piesze pielgrzymki, zwłaszcza do pobliskiego sanktuarium w Tuchowie. W każdą niedzielę i święta głosił dwa godzinne kazania, każde na inny temat. Na kazaniach były poruszane tematy bezpośrednio dotyczące wprost parafian, podobno nigdy nie miną kwestii żydów i pijaństwa. Proboszcz ucząc na lekcjach religii trzymał ostrą dyscyplinę popełnione przewinienia nie uchodziły płazem. Raz gdy ksiądz dowiedział się że dwaj chłopcy palili ukradkiem papierosy, wezwał ich w czasie religii na środek i kazał klęknąć wyszarpał ich za uszy i włosy. A za pokutę musieli klęczeć przez miesiąc na lekcjach religii, lekcje odbywały się raz w tygodniu. Oprócz tych lekcji odbywały się w każdą niedzielę katechezy w kościele specjalnie dla dzieci. W swoich kazaniach i katechezach posługiwał się często wierszowanymi sformułowaniami pewnych myśli czy zasad które można było łatwo zapamiętać na całe życie oto dwa z nich:
|
O wrogach człowieka: "Trzech ma człowiek głównych wrogów:świat, szatana, siebie; najtrudniej mu z tym ostatnim zanim go pogrzebie" |
Moralna zachęta do pracowitości: "Choćbyś nie skończył, ciągle róbciebie, nie dzieło, weźmie grób. A choćbyś nie mógł sam sprawić, to możesz zacząć i drugim zostawić" |
Jak pisze ks. Rogóż jego bliski przyjaciel proboszcz początkowo nie miał nawet łóżka i spał kilka godzin na stołku i zrywał się do pracy, dopiero później postarał się o coś w rodzaju łóżka czyli dwie deski pokryte kapą. Plebania była drewniana i skromna z jednym pokojem w którym oprócz łóżka były dwa krzesła stolik na którym zawsze były jakieś papiery, wycinki z gazet. Był on "ozdobiony trupią czaszką" o którą była oparta koperta zawierająca testament proboszcza z napisem: Requirentibus testamentum ejus..." (Szukającym jego testamentu...). Był jeszcze klęcznik również pokryty książkami i papierami ksiądz proboszcz modlił się bowiem na podłodze bez oparcia. Ksiądz był całkowitym abstynentem od alkoholu, by tym bardziej skuteczniej zwalczać pijaństwo w parafii. Dzień dla niego miał charakter pokutny nie było tam miejsca na rozrywki ale tylko na modlitwę i pracę. Jego styl życia był trochę udziwniony ale odznaczał się wielką gościnnością i towarzyską serdecznością. Miał też wielkie poczucie humoru, lubił szczególnie pośród księży żartować z samego siebie: twierdząc że jest najmłodszym z księży w diecezji ponieważ niema jeszcze zębów (na starość wszystkie zęby mu wypadły lub musiał je usunąć). Zapewniał również że nie będzie w piekle bo nie miałby czym zgrzytać. Proboszcz miał tak duże osiągnięcia między innymi dzięki pomocy Sióstr Służebniczek, tak o nich pisał - "Siostry są mi nieocenioną pomocą we wszystkich sprawach ku podniesieniu moralnemu i ekonomiczno - społecznemu mojej parafii, Będzie im nagrodą Pan Jezus". Bardzo pomocna była siostra Nepomucena która przez 35 lat była przy księdzu Siemieńskim szczególnie w ostatnich latach życia i choroby. Ksiądz prałat zapisał się we wdzięcznej pamięci parafian przede wszystkim jako gorliwy duszpasterz. Jest on wszech miar godzien, by pamiętać o nim i jego dziełach. I żeby pamięć o nim nie poszła w zapomnienie zwłaszcza w Szynwałdzie, który mu tyle zawdzięcza.
Ostatnie lata życia proboszcza Siemieńskiego
Ostatnie lata życia proboszcza Aleksandra Siemieńskiego były ciężkie, podeszły wiek i choroba dawały się mocno we znaki. Ksiądz Siemieński przez ostatnie 2 lata był częściowo sparaliżowany tak że nie mógł samodzielnie opuszczać łóżka ani się poruszać. Opiekowały się nim Siostry Służebniczki z wielkim poświęceniem, spłacając tym dług wdzięczności za dobro jakie od niego otrzymało całe Zgromadzenie, a ksiądz wikariusz Piotr Kyrcz przynosił mu codziennie komunię świętą i odwiedzał go kilka razy dziennie. Odwiedzali go również przyjaciele, księża i parafianie. W dzień chorych wynoszono chorego ks. prałata w fotelu do kościoła. Gdy nastąpiło prawdziwe pogorszenie i cierpienia się wzmogły, przyszła wysoka gorączka. Czuwano przy umierającym bez przerwy, odszedł do Pana nad ranem 7 sierpnia 1939 roku. Było to prawie w wigilię dnia świętego Jana Vianney, do którego Zmarły miał nabożeństwo starając się go w kapłańskim życiu i duszpasterskiej pracy naśladować. I trzeba przyznać, że mu się to udało. Pogrzeb odbył się w środę 9 sierpnia. Wzięło w nim udział 50 księży i ponad 50 Sióstr Służebniczek z Matką generalną na czele, przedstawiciele władz państwowych z powiatu i cała parafia. Ksiądz biskup nie mógł przybyć na pogrzeb z powodu choroby ale przysłał kondolencyjne pismo oto jego treść:
"Wiadomość o śmierci ks. Siemieńskiego, proboszcza w Szynwałdzie boleśnie mnie dotknęła. Jakże dziwnie pokierowała Opatrzność Boża wypadkami ostatnich miesięcy w naszej diecezji. Pogrzeb, na jaki sobie zasłużył w całej pełni śp. Zmarły, nie wypadnie tak, jak wypaść powinien. Niema pomiędzy nami nieodżałowanej pamięci ks. biskupa Lisowskiego, a i mnie obecny chwilowy stan zdrowia, silne wyczerpanie fizyczne połączone z osłabieniem głosu nie pozwala na wzięcie udziału w tej ostatniej posłudze. Dużo mnie to kosztuje, bo od 18 lat jako biskup brałem żywy udział w pogrzebach wybitniejszych księży naszej diecezji. Dziś staję wobec niemożności oddania tej posługi jednemu z najzacniejszych i najgorliwszych kapłanów diecezji tarnowskiej. Ale ks. Siemieński należał do tych wybranych dusz, które Pan Jezus prowadził drogą pokory i niepowodzeń".
Kazanie żałobne wygłosił przyjaciel Zmarłego, ks. Aleksander Rogóż. Trumnę z czcigodnymi szczątkami wzięli na ramiona parafianie i zanieśli na cmentarz. Tu w pięknych słowach pożegnał Zmarłego prezes Akcji Katolickiej Jan Kusek. A mówił tak:
"Najukochańszy Ojcze - dusz naszych pasterzu! żegnamy się z tobą. Nieudolne są usta wysłowić z należytą czcią godne pożegnanie. Żalem przepełnione serca czują, iż żegnamy doczesne, śmiertelne, ale czcigodne szczątki, w których z woli Boga, Stwórcy i Pana życia przestało bić tak wielce szlachetne serce, które przez długi szereg lat jako serce piastuna Bożego gorzało Bożą miłością. Ale równocześnie przestało bić serce polski, które tętnem swego życia wybijało takty Bóg i Ojczyzna! Dla chwały Bożej - dla dobra Ojczyzny! Te wzniosłe i szlachetne cele przez przeszło pół wieku wszczepiane były do serc naszych z miłości pełną ojcowską troskliwością. Pod tym hasłem, niedoścignione w gorliwości ustało życie Najukochańszego Ojca Najczcigodniejszego naszego Duszpasterza. Toż w chwili obecnej zgodnie z wolą Bożą, łączymy w tym nader bolesnym pożegnaniu ucałowania z należną czcią uświęconych rąk, które nam przez przeszło pół wieku błogosławiły, a dziś zostały złożone na wieczny, tak zasłużony odpoczynek. Chociaż w nieutulonym żalu, ale równocześnie z pełną wdzięcznością w naszych sercach oddajemy ostatnią przysługę Najukochańszemu Ojcu naszemu, przywołując na pamięć Jego wzniosłe wskazania. Będą nam one jaśniejącym drogowskazem w szarzyźnie życia naszego, a słowa niegdyś wypowiedziane do nas na rozstanie w chwili porwania ks. prałata Siemieńskiego: »Bogu was polecam« - dają nam pełnię otuchy, że usiłowania nasze i dziś przed tronem Boga przedstawione będą. Jako parafianie, równocześnie jako członkowie Akcji Katolickiej, w tych śmiertelnych a czcigodnych zwłokach żegnamy Przewielebnego księdza Asystenta, który do ostatnich resztek sił pracował nad ustaleniem pokoju Chrystusowego w Królestwie Chrystusowym. Równocześnie jako członkowie Kasy Stefczyka żegnamy założyciela tejże, który z wielką starannością jako pierwszy w powiecie założył ją w parafii, a zarazem niestrudzenie i bardzo ofiarnie prowadził jej działalność. Stąd też dla upamiętnienia tej bolesnej chwili pożegnania wiedząc, że w tych czcigodnych szczątkach wielkiego jałmużnika pragniemy choć częściowo podtrzymać jego ideę, składania dyspozycji "Caritasu" kilku złotych dla ubogich w naszej parafii. Te nieudane słowa pożegnania kończę prośbą do tronu Bożego:
- Niech spocznie w pokoju wieczystym, o Panie,
- Twa światłość niech mu świecić nigdy nie przestanie.
- Niech wzleci z tych ziemskich padołów ciemności -
- Na skrzydłach aniołów do rajskiej światłości".
Trumnę złożono w tak zwanym "Grobowcu Zasłużonych" pod kaplicą Cmentarną (fot.1 - 6) obok nisz, w których spoczęli rodzice zmarłego. Słowa pożegnania z parafianami odchodzącego do wieczności proboszcza - rodzaj duchowego testamentu odczytał żałobny kaznodzieja, ksiądz Rogóż:
- Testament duchowy - Ostatnia moja prośba do parafian:
- Bądźcie stali i niewzruszeni w świętej katolickiej wierze, w niej rękojmia spokoju w życiu, nadziei przy śmierci łaski i chwały w wieczności! Żyjcie według wskazówek wiary, bo to jest jedyna droga zbawienia! Wspierajcie dzieło rozkrzewiania wiary świętej przez Dziecięctwo Jezusa i inne dzieła misyjne; nie żałujcie na ten cel ofiary. A teraz pozostańcie z Panem Bogiem! Jego święte błogosławieństwo i łaska wszechmocna niech będą z Wami:
- - z Waszemi dziećmi, by w bojaźni Bożej, na chwałę Bożą, ozdobę Kościoła, pożytek Ojczyzny i pociechę Rodziców i parafian wzrastały,
- - z młodzieżą, by w niewinności duszy i ciała, aż do ślubnego ołtarza wytrwały,
- - z małżonkami, by sobie wiary małżeńskiej, którą ślubowali, niezachwianie dotrzymali,
- - z ojcami i z matkami, by pomni surowej odpowiedzialności przed Bogiem, zawsze się starali gorliwie dziatki i czeladkę, nauką i przykładem prowadzić drogą cnoty do Boga, a chronić od zgorszenia i zepsucia,
- - z sierotami i ubogimi, żeby pomni ubóstwa Jezusa Ukrzyżowanego, cierpliwie i z poddaniem się woli Bożej, krzyż swój znosili,
- - z wszystkimi wreszcie, aby wierni powołaniu swemu, w łasce Bożej z tego świata zszedłszy, w niewymownej radości szczęścia wiecznego i zupełnego w Bogu i z Bogiem uczestnikami się stali.
- Ostatnie moje upomnienie do parafian:
- Dzieci dobrze wychowujcie i Kościołowi w prowadzeniu stowarzyszeń młodzieży rzetelnie pomagajcie, żyda do wsi nie wpuszczajcie, o śmierci i ostatnich rzeczach pamiętajcie, a za moją duszę się módlcie!
- Szynwałd koło Tarnowa.
- Ks. Aleksander Siemieński.
|
Kaplica Cmentarna na cmentarzu parafialnym (fot.1) |
"Grobowiec Zasłużonych" pod kaplicą cmentarną (fot.2) |
|
Tablica pamiątkowa w grobowcu zasłużonych - Ks. prałat Aleksander Siemieński (fot.3) |
Tablica pamiątkowa w grobowcu zasłużonych - Siostra przełożona Frydolina Koziej (fot.4) |
|
Tablica pamiątkowa w grobowcu zasłużonych - Ks. Joachim Motykiewicz (fot.5) |
Tablica pamiątkowa w grobowcu zasłużonych - nazwiska osub kture spoczywają w grobowcu (fot.6) |
Zasada - Motto ks. Aleksandra Siemieńskiego
"Choćbyś nie skończył, zawsze rób
Ciebie, nie dzieło weźmie grób;
A choćbyś sam nie zdążył sprawić,
To możesz zacząć i innym zostawić"
Jest on wszech miar godzien, by pamiętać o nim i jego dziele, by pamięć o nim nie poszła w zapomnienie zwłaszcza w Szynwałdzie, który mu tyle zawdzięcza. Na filarze kościoła parafialnego wmurowano ku czci ks. prałata tablicę (fot.7 i 8), sam grób jednak nie był specjalnie czczony. Pamiątki po proboszczu gdzieś się rozproszyły i zniknęły. Niema jego książek, czasopism, które prenumerował ani zapisków. Napis na tablicy ku czci ks. prałata Aleksandra Siemieńskiego:
◊◊◊◊◊◊◊◊◊◊
Ks. ALEKSANDER SIEMIEŃSKI
PRAŁAT
PRZEZ 55 LAT GORLIWY PROBOSZCZ I BUDOWNICZY KOŚCIOŁA W SZYNWAŁDZIE
UR. W STANIĄTKACH 1851 ZM. 8. 8. 1939 W 65 ROKU KAPŁAŃSTWA
ZWŁOKI TEGO ŚWIĄTOBLIWEGO KAPŁANA
ZŁOŻONO W GROBOWCACH KAPLICY CMENTARNEJ
DUSZĘ JEGO NIECH CHRYSTUS WPROWADZI DO CHWAŁY WIEKUISTEJ
O CO PROSZĄ JEGO NASTĘPCA I PARAFIANIE
◊◊◊◊◊◊◊◊◊◊
|
|
|
|
Tablica ku czci ks. prałata Aleksandra Siemieńskiego (fot.7, 8) |
|
(Materiał opracowano na podstawie książki: "ŻAL MI TEGO LUDU Ks. Prałat Aleksander Siemieński 1851 - 1939, proboszcz w Szynwałdzie 1885 - 1939". Autorem książki jest O. Stanisław Stańczyk CSsR nasz rodak pochodzący z Szynwałdu), (* fot. z książki, Na gruzach zburzonych ołtarzy, ** fot. z książki, SZYNWAŁD 650 - lecie wsi i parafii)














































