Statystyki odwiedzin  

Ogółem: 103541

Poland 100%Poland
   

   

   

   

   

   

   
 
   
   

Spis treści

 Ksiądz Piotr Kyrcz Następca wielkiego proboszcza księdza prałata Aleksandra Siemieńskiego

 Ksiądz Piotr Kyrcz został następcą księdza prałata Aleksandra Siemieńskiego. Pewną osobliwością jest fakt, że całe życie kapłańskie aż do emerytury czyli 45 lat przebywał w Szynwałdzie. W latach 1929 - 1939 jako wikariusz księdza Siemieńskiego a następnie jako proboszcz do roku 1974 (fot.4). Zapisał się głęboko w życiu religijnym i we wdzięcznej pamięci parafian z Szynwałdu. Urodził się w wiosce Wola Piskulina dnia 18 kwietnia 1905 roku, jako syn Józefa i Marii Gałys. Rodzice prowadzili gospodarstwo, a ponieważ w rodzinie było ośmioro dzieci Piotr wychowywał się w Łącku u cioci i chodził tam do szkoły. Gimnazjum ukończył w Nowym Sączu i był jednym z lepszych studentów. Z tych młodych lat pozostało po nim dobre wspomnienie chłopca pilnego, pracowitego, zdrowo pobożnego i uczynnego dla innych. Po maturze w 1925 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie i po czterech latach otrzymał z rąk biskupa Leona Wałęgi święcenia kapłańskie 29 czerwca 1929 roku. Pierwszą jego placówką duszpasterską i jedyną był Szynwałd. Został wikariuszem przy księdzu prałacie Siemieńskim który go bardzo polubił i prosił biskupa, by ks. Piotr pozostał w Szynwałdzie przynajmniej do jego śmierci. Sam ks. Kyrcz w Kronice Parafialnej bardzo miło i ciepło wspomina staruszka ks. prałata Siemieńskiego. Pisał tak:

 "Dnia 1 sierpnia 1929 roku przybyłem do Szynwałdu na swoją pierwszą placówkę jako wikariusz koadiutor steranemu już 44-letnią pracą duszpasterską na terenie Szynwałdu ks. prałatowi Aleksandrowi Siemieńskiemu. Wspominam "steranemu", gdyż był to prawdziwie "vir laboriosus" (człowiek oddany pracy) poświęcający się dla drugich a mało o siebie dbający. Częstym jego powiedzeniem były słowa: "Choćbyś nie skończył zawsze rób, ciebie, nie dzieło weźmie grób!".Dalej streszcza osiągnięcia ks. Siemieńskiego oraz swój wkład w kontynuację dzieła, które gdy idzie o kościół, wymagało jeszcze wielu uzupełnień. Młody i energiczny ksiądz Piotr zabrał się dzielnie do pracy i w dziesięcioleciu przedwojennym udało mu się wiele spraw załatwić pomyślnie. Było tych spraw dużo i były one kosztowne a lata trzydzieste były dla wsi ciężkie. Zdobycie dużych funduszy było dużym osiągnięciem księdza Kyrcza. Stąd wniosek, że ludzie go polubili i mieli do niego zaufanie. Praktycznie, to ks. Piotr już od początku swego pobytu w Szynwałdzie był proboszczem. Prezentował się jako bardzo energiczny, młody ksiądz, wysportowany, z różnymi hobby, które jednak ludzi bynajmniej nie gorszyły. Ksiądz Piotr na przerwach w szkole brał udział w uczniowskich zabawach. W okresie zimowym jeździł na nartach, natomiast w okresie łowieckim ruszał na polowania. Miał również staw rybny. Inne zaiteresowania księdza to gołębie, następną pasją ks. Kyrcza były konie trwała ona prawie przez cały czas przebywania w Szynwałdzie. Hodował własne źrebięta, ale też na jarmarku konie kupował. Na te jarmarki ubierał się po cywilnemu, targował się znakomicie i nie dał się podobno nigdy oszukać. Dopiero po paszporcie poznawano, że to jest ksiądz i nieraz go przepraszano za niewłaściwe słowa, jakie przy tych targach handlowych im się wyrwały. Krążyły o tych końskich targach ks. Kyrcza różne anegdoty, nie opuścił podobno żadnego jarmarku, zwłaszcza na konie.

 Ołtarz M. B. Nieustającej Pomocy (fot.1)

 Ołtarz Najświętszego Serca Jezusowego (fot.2)

 Wieża nad wejściem głównym (fot.3)

 Ksiądz Piotr Kyrcz-proboszcz 1939-1974 (fot.4)

 Organy wykonane przez Zygmunta Kamińskiego w latach 1943-47 (fot.5)

 Ksiądz proboszcz z dziećmi I komunijnymi
z 1952 roku (fot.6)

 Dla ludzi był bardzo uprzejmy. Wielką przyjaźnią darzył państwa Podbiclskich ze Skrzyszowa i bywał u nich na wszystkich rodzinnych uroczystościach. Z chłopami lubił przystawać po nabożeństwie przy kościele. Częstował ich papierosami i rozmawiali o wielu sprawach. Sam też dużo palił. Zazwyczaj miał dobry humor, ale czasami przygadywał co niektórym nawet poczciwym ludziom. Właściwie to prawie nigdy nie było żadnych zgrzytów. Na wybryki młodych reagował nieraz ostro. Denerwowały go całonocne muzyki połączone z pijaństwem, zwłaszcza, gdy to było niezbyt daleko od kościoła. Na wzgórzu położonym naprzeciw kościoła odbywały się często takie muzyki. Raz poszedł tam w nocy z lagą i rozpędził całe towarzystwo tak że nawet przez okna uciekali podobno i sama gospodyni oberwała lagą po grzbiecie. Kapłaństwo szanował i nie dawał najmniejszej podstawy do jakichkolwiek plotek. Nabożeństw pilnował tradycyjnie, bo było to jeszcze przed Soborem. Nauka religii też polegała przeważnie na zadawaniu partii katechizmu do wyuczenia się na pamięć i przepytaniu. Gdy zostało trochę czasu katecheta wypełniał go lekturą z czasopism dla dzieci. Wszelkie stowarzyszenia religijne, bractwa itp. w okresie powojennym zostały ustawowo zniesione, a organizowanie systematycznych spotkań na przykład z młodzieżą poza kościołem było wprost niemożliwe. Dla tego też działalność duszpasterska ograniczała się raczej tylko do kościoła. Nie można powiedzieć, by ksiądz był wybitnym kaznodzieją. Treściowo jego kazania były na poziomie, ale wygłaszane cicho i trudno było nieraz zrozumieć. Nabożeństwa były jednak celebrowane pięknie, gdyż ks. proboszcz miał dobry słuch muzyczny i piękny głos. Co roku bywały rekolekcje parafialne, a mniej więcej co dziesięć lat urządzano misje. Często zapraszano redemptorystów z Tuchowa. Gdy chodziło o, opłaty należne za posługi kapłańskie tak zwane "jura stolae", to ks. proboszcz postępował tu bardzo oględnie. Nigdy nie wyznaczał konkretnej sumy co najwyżej, gdy się ludzie koniecznie chcieli dowiedzieć ile to trzeba zapłacić informował, jak to mniej więcej inni dają. Gdy niczego poważniejszego nie budował, to i składki niedzielne nie były dopingowane i stąd też nie były wysokie. Służba kościelna była wynagradzana przy spełnianiu konkretnych posług. Za proboszczowania ks. Kyrcza były w Szynwałdzie dosyć liczne powołania kapłańskie, przeważnie zakonne do zgromadzenia redemptorystów. Ks. proboszcz zostawiał kandydatom pełną swobodę, nikogo nie namawiał by zamiast do zakonu wstąpił do seminarium diecezjalnego. Zainteresowani wspominają to mile po dzień dzisiejszy. W ciężkich latach wojennych we wsi ukrywało się kilku kapłanów na plebanii ukrywał się ksiądz Antoni Kwiatkowski z Liskowa koło Kalisza, cudem przeżył przebierając się za parobka, gdy szukali go Niemcy. Na Świniogórze, u Sióstr Służebniczek ukrywał się jezuita Jan Mikuła a kapelanem w ochronce był ksiądz Aleksy Klawek, profesor UJK we Lwowie i ksiądz R. Kłonicki, profesor seminarium gnieźnieńsko - poznańskiego. Ksiądz proboszcz dogadywał się z Niemcami na korzyść ludzi i bywało, że nawet złapanych na roboty do Niemiec udało się jakoś uwolnić. Kupił nawet od Niemców automat, który przydał się przy odparciu już po wojnie bandy rabusiów podszywających się pod AK. Ci ludzie przeszli potem do UB i proboszcz miał kłopoty z tą bronią którą musiał oddać gdyż w przeciwnym razie groziły ciężkie represje. Po zakończeniu wojny ks. Kyrcz kontynuował prace przy nowej świątyni. Dzięki jego staraniom udało się pozyskać dzwony jeden z XVI wieku, dwa pozostałe odlane w 1931 r. Po zakończeniu budowy kościoła przeprowadził jego elektryfikację i radiofonizację, fundował organy które wykonał Zygmunt Kamiński z Warszawy w latach 1943-47 (fot.5). Wyremontował dach i wieżę kościoła (fot.3), Wstawiono dwa piękne ołtarze, (fot.1 i 2) polichromię, sprzęty liturgiczne, wreszcie remont plebani i budynków gospodarczych. Wcale nie krótka lista osiągnięć w czasie z różnych względów dla Kościoła trudnym. Rolnicza parafia Szynwałdu nie zapomni księdzu Jubilatowi jednej jeszcze nauki: uczył kochać ziemię i pracę na roli nie tylko słowem, ale i przykładem mądrego gospodarowania. Gdy trzeba było, sam brał w rękę kosę czy pług. Gorliwie starał się o duchowe oblicze parafii organizując wielokrotnie misje czy rekolekcje, przygotowując dzieci do I komunii świętej (fot.6), zaprowadzając żywy różaniec i rodzinny, nowennę nieustanną do MBNP, przyrzeczenia trzeźwościowe  i abstynenckie. Przeprowadził peregrynację Jasnogórskiego Obrazu oraz odnowę posoborową. Jego modlitwa i ofiara zaowocowały także w kształtowaniu licznych powołań kapłańskich w Szynwałdzie. Gdy czuł, że słabną jego siły i coraz trudniej mu spełniać obowiązki tak, jakby tego pragnął, zdecydował się na to, co jest wyrazem odwagi i wspaniałomyślności, na rezygnacje z probostwa. W 1974 roku 29 maja został zwolniony z probostwa. Wynikły wtedy pewne nieporozumienia na tle praktykowanych jeszcze wówczas zwyczajów duszpasterskich. Parafianie czuli żal do proboszcza, chociaż sam powód nie był aż tak poważny. Może też nieco przesadnie oceniono to, co proboszcz zabierał ze sobą odchodząc z plebani. Zostało bowiem wszystko, co należało do plebańskiego inwentarza, a osobistym majątkiem proboszcz mógł swobodnie dysponować, bo zresztą był w tym wielki wkład jego osobistej zapobiegliwości i ciężkiej pracy. Atmosfera wytworzyła się jednak ciężka i ks. Kyrcz odszedł z parafii po cichu, bez żadnego pożegnania. Następca ks. Stefan Zymuła chciał go w Szynwałdzie zatrzymać, ale ks. Kyrcz oferty nie przyjął. Uważał, że po tylu latach pobytu w parafii, gdzie zna dokładnie każdego i ma już swój styl bycia z ludźmi którego nie da się zmienić, lepiej będzie się usunąć. Ks. Zymuła jednak konsekwentnie pozostawił pokój pusty w którym dawniej mieszkał ksiądz Kyrcz i nikt w nim nie zamieszkał. 


 Złoty jubileusz kapłaństwa ks. Kyrcza

 Złoty jubileusz kapłaństwa księdza
Piotra Kyrcza
(fot.1*)

 Działalność księdza proboszcza Kyrcza w Szynwałdzie podsumowano, kiedy w roku 1979 obchodzono uroczyście złoty jubileusz jego kapłaństwa. Początkowo nie chciał się na ten jubileusz zgodzić racją zasadniczą było dosyć przykre odejście z Szynwałdu. Wobec takiej sytuacji zaistniałej przed pięciu laty ale jeszcze nie zupełnie wygasłej trudno się było jubilatowi zdecydować na udział w proponowanej mu uroczystości. Pojechała jednak do Starego Sącza delegacja parafian i przekonała ks. emeryta, że w Szynwałdzie ludzie go oczekują i mile wspominają. Żartem oczywiście, ale zagrozili że jeśli się nie zgodzi dobrowolnie, to go na ten jubileusz uprowadzą siłą. Więc się zgodził i jubileusz odbył się podczas odpustu parafialnego Matki Bożej Szkaplerznej 15 lipca 1979 roku. Jubilata wprowadzono do kościoła jak zwyczajnie bywa przy takich uroczystościach z plebani (fot.1). Koncelebrowaną Eucharystię sprawował razem z księżmi rodakami i byłymi wikariuszami. Kazanie wygłosił ojciec duchowny diecezji ks. Paweł Śliwa. Miejscowa młodzież za inspiracją ks. proboszcza Zymuły, urządziła piękną, refleksyjną akademię wokalno - muzyczną. Do ołtarza przyniesiono dary: pozłacany srebrny kielich z pateną, który po śmierci jubilata wrócił do Szynwałdu był to dar od parafian, bukiet złożony z pięćdziesięciu biało czerwonych kwiatów od dzieci I - komunijnych, hostie i komunikanty od ministrantów przygotowane z pszenicy wyrosłej na szynwałdzkiej ziemi. Każde ziarenko było "kupione" za jeden dziesiątek różańca odmówiony przez dziecko w intencji Jubilata. Prócz tego 2000 obrazków z okolicznościowym nadrukiem. Wyrazem duchowej łączności w Chrystusie było przystąpienie w tym dniu do Komunii Św. około 1 200 osób. Przedstawiciel Rady parafialnej w dłuższym przemówieniu podsumował 45 lat pracy ks. jubilata w Szynwałdzie, szczególnie z okresu kiedy był już samodzielnym proboszczem. Przedstawiciel parafii powiedział jeszcze między innymi: "Ze czcią i wdzięcznością wspominamy Ciebie i długie lata Twej pracy. W uroczystym dniu Jubileuszu składamy serdeczne podziękowania za 45 lat Twojej pracy w naszej parafii, za Twoje modlitwy i Msze święte za posługę sakramentalną, za kazania, za cichą pracę, której nie ujmą księgi metrykalne ani statystyki". Po południu o godzinie 17:00 była jeszcze w sali parafialnej piękna akademia. Jubileusz wypadł okazale, cieszyła się parafia i jej proboszcz ks. mgr. Stefan Zymuła, cieszył się chyba i sam Jubilat. Takie zatarcie owych nieprzyjemnych wspomnień sprzed kilku lat było bardzo potrzebne. Emerytura ks. Piotra Kyrcza nie była radosna. Początkowo udał się do dziekana w Brzesku ks. Kazimierza Kopacza, szynwałdzkiego rodaka. Wydawało się, że tu na nowej plebanii znajdzie zaciszny, w miarę wygodny kącik, a parafia jest duża, to i pracy kapłańskiej ks. emerytowi na miarę sił i możliwości nie zabraknie. Ale w Brzesku ksiądz nie długo przebywał gdyż później przeprowadził się do Starego Sącza. Tu też nie obeszło się bez kłopotów. Zamieszkał u krewnych w parterowym domu niedaleko tartaku. Był tu ciągle hałas i marne warunki mieszkaniowe. Zakupił więc połowę domu od pewnego gospodarza przy ul. Bolesława Chrobrego. Miał tu trzy niewielkie ale przyzwoite pokoje, a stołował się w sąsiedztwie u księdza kolegi , również emeryta, który miał gospodynię. Przy domu był mały ogródek jarzynowo - kwiatowy, gdzie miał sposobność do pożytecznego ruchu i pracy fizycznej. Sytuacja uległa zmianie na gorsze po śmierci przyjaciela kolegi. Ks. Kyrcz celebrował Mszę św. i służył kapłańską pomocą w konfesjonale w kościele sióstr Klarysek w Starym Sączu. Przez kilka też lat przyjeżdżał do Tuchowa na Wielki Odpust Tuchowski, gdzie zadziwiał młodszych wytrwałym posługiwaniem w konfesjonale. Zanim osiadł w Starym Sączu próbował bezskutecznie osiąść w rodzinnym Łącku, następnie zaś w Podegrodziu. Nic więc dziwnego, że planował zapisać posiadany jeszcze, skromny majątek Redemptorystom w Tuchowie i prosić o możliwość zamieszkania w tuchowskim klasztorze. Odradzono mu jednak ten zamiar, gdyż to nie rozwiązałoby problemu. Nie żalił się specjalnie, ale musiał cierpieć z tego powodu. Czuł się coraz słabiej a w grudniu 1979 r. skierował do Kurii Diecezjalnej prośbę o zezwolenie na celebrowanie Mszy Św. w domu. Powołuje się przy tym na nadwątlone już zdrowie: osłabienie serca, początki astmy oskrzelowej, ataki wątrobowe. Celebruje w klasztorze sióstr klarysek oddalonym około 1 kilometr, gdzie pomaga jeszcze w duszpasterstwie. Kościół parafialny jest bliżej, ale mu warunki nie odpowiadają. Pozwolenie otrzymał. Liczył się z wszelką ewentualnością i dlatego zawczasu, już w styczniu 1979 roku, "załatwił" sprawę swojego pogrzebu. Złożył w klasztorze odpowiednią sumę pieniędzy, a do Matki Ksieni skierował następującą prośbę: "Jako emeryt przywiązałem się do Waszego pięknego i przytulnego kościoła klasztornego, gdzie mogłem przez kilka lat odprawiać Najświętszą ofiarę Mszy św. i spieszyć z pomocą kapłańską w konfesjonale. Moim pragnieniem jest, by po mojej śmierci Czcigodna Matka Ksieni zezwoliła na mój pogrzeb w kościele klasztornym i oczywiście się nim zajęła. Jest to z mej strony duża śmiałość a ze strony sióstr wielka ofiara i trud, ale Pan Bóg to wszystko sowicie wynagrodzi". Właściwie to klasztor nie miał wielkich kłopotów z pogrzebem, ponieważ ks. Kyrcz przewidział wszystkie okoliczności w szczegółach i przeznaczył na pokrycie wydatków odpowiednią sumę pieniędzy. Rzadko się chyba zdarza takie szczegółowe zadbanie o te sprawy i świadome uregulowanie ich przed śmiercią. Sytuacja ks. Kyrcza była jednak tego rodzaju, iż roztropność wymagała takiego właśnie zabezpieczenia.

(* fot. "Pamięć o Nich Nie Zaginie" O. Stanisław Stańczyk)


 Choroba i odejście do Pana księdza Kyrcza

 W początkach października 1980 r. został w swym domu tknięty apopleksją. Zauważono to, gdy nie otwierał drzwi mieszkania na Mszę św. zamówioną przez pewną osobę i ustaloną na określoną godzinę. Nieprzytomnego zawieźli sąsiedzi do szpitala w Nowym Sączu, gdzie odwiedzała go jedna pani z ramienia klasztoru klarysek i znajomi kapłani. Po odzyskaniu przytomności wyszedł podobno sam ze szpitala na ulicę, zamierzając zapewne udać się do domu. Pielęgniarki sprowadziły go z powrotem do szpitala. Wywiązało się jednak zapalenie płuc i po dwóch dniach zmarł. Było to 18 października 1980 r. Ciało księdza Kyrcza przywieziono do kościoła klasztornego 21 października, o godzinie 15:00 została odprawiona msza święta żałobna koncelebrowana pod przewodnictwem ks. Ludwika Siwadły, dziekana z Piwnicznej. Słowo Boże wygłosił ks. Jan Kos proboszcz starosądecki. Następnego dnia o 14:00 siostry odśpiewały nieszpory wespół z kapłanami a następnie odmówiono różaniec oczekując na przybycie ks. bpa. Bednarczyka. Koncelebrze w której wzięło udział ok. 20 kapłanów przewodniczył ksiądz biskup Bednarczyk i on też wygłosił homilię. Po Mszy św. pożegnał zmarłego ksiądz Stefan Zymuła, proboszcz Szynwałdu i o. Stanisław Stańczyk najstarszy z księży rodaków, wychowanków ks. Kyrcza. Była też dosyć liczna delegacja z Szynwałdu. Gdy zwłoki zaprowadzano na cmentarz starosądecki było już ciemno, spoczął tam przejściowo na trzy lata ks. Piotr. Pod koniec roku 1983, kiedy proboszcz Zymuła wybudował obok kaplicy cmentarnej specjalny grobowiec dla księży (fot.1 i 2), sprowadzono zwłoki ks. Kyrcza do Szynwałdu. Spoczął ostatecznie w parafii, gdzie spędził 45 lat, a więc praktycznie całe kapłańskie życie. Na zakończenie warto jeszcze przytoczyć dosłownie zachowany w archiwum diecezjalnym Testament duchowy ks. Kyrcza. Jest to jego pożegnanie się ze wszystkimi, rodzaj ostatniego kazania, które warto przypomnieć, by pozostało w naszej wdzięcznej pamięci. "Moje ostatnie słowo do Braci Kapłanów, Sióstr zakonnych i Ludu Bożego, wśród którego przez 50 lat pracowałem. W pierwszym rzędzie czuję największą wdzięczność do Boga w Trójcy Świętej Jedynego za wszelkie dobra od Niego otrzymane, a szczególnie za łaskę powołania do kapłaństwa i nieustanną pomoc w ciągu 50 lat duszpasterzowania wśród Ludu Bożego. Po łasce Bożej dużo zawdzięczam moim rodzicom, którzy żywą i na codzień praktykowaną wiarą i dobrym przykładem dobrze wprowadzali mnie w przyszłe życie. Doznałem bardzo dużo życzliwości i praktycznych wskazówek życiowych od mojego poprzednika na probostwie w Szynwałdzie, świątobliwego i wielkiego ascety ks. prałata Aleksandra Siemieńskiego i od braci Kapłanów dekanatu tarnowskiego z którymi stykałem się przez 45 lat pobytu w Szynwałdzie.

 Grobowiec księży w Szynwałdzie (fot.1)

 Tablica nagrobna księdza kanonika
Piotra Kyrcza
(fot.2)

Serdecznie im za to wszystko dziękuję. Dziękuję również byłym moim parafianom szynwałdzkim, których trzy pokolenia wychowałem, że tak wiele pomocy i dobrego serca w pracy duszpasterskiej mi okazali. Przez 50 lat mego kapłaństwa modliłem się i w brewiarzu i we Mszy św. o ich dobro materialne i duchowe. Wielką radość sprawili mi wychowankowie i rodacy kapłani, których wyszło w ciągu mojego pobytu w Szynwałdzie dwunastu i ponad 20 zakonnic z różnych zgromadzeń. Podnosili mnie oni na duchu i modlitwą, życzliwością i częstymi odwiedzinami a zwłaszcza pomocą kapłańską w pracy duszpasterskiej Bóg zapłać! Jestem szczególnie wdzięczny OO. Redemptorystom, stróżom cudownego obrazu M. B. Tuchowskiej. Misjami, rekolekcjami i wszelką pomocą duszpasterską przyczyniali się walnie do podnoszenia życia religijnego w parafii. Niech dobry Bóg i Matuchna Tuchowska mają ich samych i cały klasztor w specjalnej opiece. Wyrażam podziękowanie ks. Dziekanowi i wszystkim kapłanom dekanatu starosądeckiego. Matce Ksieni klasztoru Błogosławionej Kingi oraz wszystkim siostrom klaryskom, że w ciągu moich ostatnich lat emerytalnych tak dużo serca mi okazali. Bóg zapłać! Na koniec, jak każdy człowiek ma w swoim życiu różne słabości i niedociągnięcia wobec Bożego powołania, tak również i ja miałem ich w życiu wiele. Dlatego szczerze za nie Boga przepraszam i tych wszystkich, którym dałem jakieś zgorszenie. Ufam jednak w dobroć i miłosierdzie Boże i we wstawiennictwo najlepszej Matki Maryi. Daj Boże, abyśmy wszyscy wierni naszemu powołaniu znaleźli się po zejściu z tego świata w niewymownej radości wiecznego szczęścia u Boga". Stary Sącz. 6 czerwca 1979 Ks. Kyrcz Piotr emeryt. Z perspektywy historii postać ks. Piotra Kyrcza przedstawia się barwnie i bardzo pozytywnie. Razem ze swoim poprzednikiem wypełnił on prawie 100 lat historii Szynwałdu, bogatej w różne wydarzenia i dziejowe przemiany. Zostawili oni w naszej parafii wielki wkład kapłańskiej pracy, który owocować będzie jeszcze przez długie lata. 

Materiał opracowano na podstawie książki: PAMIĘĆ O NICH NIE ZAGINIE. Autorem książki jest O. Stanisław Stańczyk CSsR nasz rodak pochodzący z Szynwałdu. Książka została wydana nakładem OO. Redemptorystów z Tuchowa w 1994 rok. (artykuł dodano / 2010-10-28)

   
© "MIĘDZY NIEBEM A SZYNWAŁDEM" - Nieoficjalny serwis o Parafii N.M.P. Szkaplerznej w Szynwałdzie. Wszelkie prawa zastrzeżone 2010 - 2018