Statystyki odwiedzin  

Ogółem: 103541

Poland 100%Poland
   

   

   

   

   
 
   
   

Spis treści

Gdzie jest niebo?

stacjaniebW Szynwałdzie odbył się V Piknik Muzyczny, który zgromadził tłumy parafian i gości. Po raz piąty odbył się w Szynwałdzie piknik muzyczny "Stacja Niebo". W tym roku hasłem pikniku są słowa "Przybij piątkę Jezusowi". Przede wszystkim znaczą one to, że Jezus jest naszym przyjacielem, że patrzy się Mu prosto w oczy i nigdy nie zdradza. Bynajmniej nie chcemy infantylizować doświadczenia Boga w Jezusie, ale wyrazić naszą przyjaźń z Nim właśnie przez taki młodzieżowy gest. Piknik jest dla nas okazją, żeby zrobić coś dobrego, pożytecznego dla całej parafii. Chcemy pokazać, że Kościół jest młody, a wiara daje radość – mówią Dominik i Olga.
Spotkanie rozpoczęła Msza św., a po niej na scenie przy kościele parafialnym zaprezentowały się zespoły muzyczne. Wystąpiła dziecięca scholka parafialna oraz klerycki zespół Bethesda. Pracujemy przez cały rok w naszych zespołach, a podczas "Stacji Niebo" możemy pokazać efekty naszej roboty – dodaje Olga. Modlitewnym wydarzeniem "Stacji Niebo" była adoracja Najświętszego Sakramentu i uwielbienie prowadzone przez szynwałdzki zespół "Fiat".
– To, co dają z siebie dzieci, młodzi, dorośli parafianie, buduje i bardzo cieszy. Chcę, żebyśmy z tegorocznego pikniku skorzystali duchowo – mówi ks. Grzegorz Sroka, organizator. Piąty już piknik przynosi konkretne owoce. – Widzę duże zainteresowanie parafian tą inicjatywą, wielkie jest zaangażowanie młodych. Piknik pokazuje ich całoroczną pracę i zachęca innych do włączenia się w duszpasterstwo w parafii – cieszy się ks. proboszcz Józef Michalski. Organizację pikniku wsparł wójt gminy Skrzyszów i wielu darczyńców.

Ks. Zbigniew Wielgosz

Artykuł opublikowany na stronie internetowej "Tarnowskiego Gościa Niedzielnego" (fot. Parafialna scholka dziecięca) www.tarnow.gosc.pl 28 sierpnia 2014 roku. (2014-08-10)


Ona

O zachwycie Karoliną, pracą nad przygotowaniem rozważań drogi krzyżowej i o tym, że słowa tylko uczą, a przykłady pociągają, z księdzem Grzegorzem Sroką rozmawia Łukasz Mączko.

 

Czym kierował się Ksiądz, przygotowując rozważania? Rozważania pisałem w oparciu o Psalm 16. Każda ze stacji drogi krzyżowej w lesie w Wał Rudzie ma przypisany któryś z wersetów tego Psalmu. Zatem te słowa były inspiracją. Dodatkowo chciałem, żeby to rozważanie miało charakter modlitwy, bezpośredniego zwrócenia się do Boga. Myślę, że Karolina, kiedy biegła przez las, uciekając przed Moskalem, wołała do Boga. To nadzwyczajne, że nawet w tak trudnym i dramatycznym momencie, kiedy normalnie człowiek myśli tylko o ucieczce, Ona prowadziła dialog ze Stwórcą.

Na co szczególną uwagę zwraca tekst rozważania? Tekst ten miał w szczególny sposób zwrócić uwagę na to, by w obliczu drogi krzyżowej Jezusa i męczeńskiej drogi Karoliny, człowiek mógł odnaleźć siebie. Tak często czujemy się zagubieni. Tak często trudno jest nam odnaleźć siebie i zrozumieć siebie. Jak uczył nas błogosławiony Jan Paweł II: człowieka nie da się zrozumieć bez Chrystusa. Cierpienia ludzkiego nie da się zrozumieć bez cierpienia Chrystusa. Rozważania te miały pokazać, że zanurzając się w drodze krzyżowej, możemy zrozumieć sens własnego istnienia, ale i też sens naszych osobistych krzyży.

Jakie emocje towarzyszyły Księdzu podczas przygotowania rozważań? Samo pisanie dla mnie było modlitwą. To był kontakt ze Słowem Bożym z Psalmem 16, rozważanie tego Psalmu i kroczenie po śladach męczeństwa Karoliny, która z kolei szła drogą wyznaczoną przez Chrystusa. Jakie emocje mogą towarzyszyć człowiekowi na modlitwie? Mnie na pewno towarzyszyło zawstydzenie. Wpatrując się w postać Karoliny, mogę powiedzieć, że po prostu nie potrafię być tak święty jak Ona. Nawet w połowie! Ale taki zbawczy wstyd jest człowiekowi potrzebny! Z drugiej strony, rozmyślając o Karolinie, człowiek zbliża się do Chrystusa. Bo przykład pociąga! I również pisanie tych rozważań było dla mnie też takim wsłuchiwaniem się w bicie Serca Jezusa. Myślę, że dla ludzi XXI wieku to bardzo ważne, aby pośród tak wielu spraw tego świata, tak wielkiego gwaru, wyczulić się na wsłuchiwanie się w bicie Serca Zbawiciela. Bo to serce bije dla nas.

 

Jakie jest powiązanie księdza z postacią bł. Karoliny? Moja znajomość z Karoliną rozpoczęła się, kiedy siedem lat temu pierwszy raz poszedłem na pielgrzymkę do Częstochowy. W drugi dzień jest się w Jej sanktuarium. Tam dowiedziałem się o istnieniu tej błogosławionej. Kiedy, będąc już w seminarium, jako rocznik wybieraliśmy patrona, jeden z kolegów zaproponował Karolinę. Spodobała mi się ta propozycja i choć niewiele jeszcze wtedy o Niej wiedziałem, to fakt, że wcześniej byłem już u Niej zdecydował, że głosowałem za Karoliną. Karolina wtedy wygrała to głosowanie i została naszą patronką. Naturalną rzeczą jest to, że o patronie trzeba się czegoś dowiedzieć i tak zaczęło się wchodzenie w bliższą znajomość i stopniowy zachwyt Karoliną. Nie mam też wątpliwości co do tego, że Karolina wypraszała mi potrzebne łaski i siły na drodze powołania. Często powtarzam, że to, iż zostałem księdzem, to jeden z kolejnych cudów za wstawiennictwem Karoliny. Pewnie nie będzie on uwzględniony w procesie kanonizacyjnym, ale ja nie mam wątpliwości.

Co szczególnie ujmuje księdza w bł. Karolinie? Życie Karoliny jest piękne. Kiedy się czyta Jej biografię po prostu się można zachwycić. Jej relacja z Bogiem, kult Maryi i świętych, relacje z ludźmi, zaangażowanie w życie parafii, pracowitość, to jest coś wspaniałego. I człowiek zadaje sobie pytanie: Boże, jak Ona to robiła? Przecież ja tak nie potrafię... Męczeńska śmierć to tylko epilog, kropka nad ”i". Śmiercią Karolina pokazała, że Jej piękne życie nie było na pokaz, to nie był jakiś teatr, ale to było autentyczne trwanie w Bogu. Wszystko, co robiła, robiła ze względu na Niego. Tym się można zachwycić. Życzę wszystkim zachwytu Karoliną, bo słowa tylko pouczają, a przykłady pociągają.

 

(Rozmowa przeprowadzona z ks. Grzegorzem Sroką wikariuszem w Szynwałdzie od 2013 roku. Artykuł ukazał się w czasopiśmie "Śladami Karoliny" - Kwartalniku Przyjaciół Błogosławionej Karoliny Kózkówny w 2 numerze z marca 2014 roku).

(2014-07-18)

 


sholagregoWraca łacina

Jest trudny, śpiewany po łacinie, jednak pociąga coraz więcej ludzi. W Szynwałdzie od roku brzmi chorał gregoriański. Zafascynowałem się chorałem w seminarium. Zastanawialiśmy się z kolegami, czy ten własny śpiew liturgii rzymskiej da się dziś wykorzystać w duszpasterstwie. Tu mamy przykład – mówi ks. Waldemar Wołek, wikariusz w Szynwałdzie, który założył scholę. Regularnie ćwiczy w niej kilkanaście pań. – Trzeba to polubić, a żeby polubić, trzeba zrozumieć, czym jest chorał. To jest element pięknej tradycji Kościoła. Jednogłosowy śpiew łacińskich tekstów, głównie z Pisma Świętego, daje poczucie bycia bliżej sacrum – mówi Anna Nowak, członkini scholi. Dziś poza śpiewem z towarzyszeniem organów często w świątyniach słyszymy współczesne instrumenty i melodie. Kiedyś przeszłam przez oazy, graliśmy na gitarach i to było na dany moment fajne, potrzebne. Dziś mam potrzebę powrotu do tradycji, do dostojeństwa liturgii, a chorał w tym pomaga – dodaje Ewa Siedlik, chórzystka. Schola śpiewa na Mszy św. w jedną niedzielę miesiąca. – Jest potrzebna, bo dziś mało kto zna łacinę i melodię. Schola prowadzi – opowiada ks. Józef Michalski, proboszcz. Ludzie podjęli chętnie modlitwę w liturgicznym języku Kościoła. – Do tego stopnia, że środowa Msza św. poranna, również odprawiana po łacinie, często jest śpiewana i chętnie na nią ludzie przychodzą – dodaje ks. Michalski. Schola spotyka się na środowych próbach. Z prawej ks. Waldemar.

GRZEGORZ BROŻEK /GN.

(artykuł z "Gościa Niedzielnego" nr. 03/2014 19 Stycznia, w części: "Gość Tarnowski")

(2014-07-18)


Nauka po śladach (Szynwałdzkie projekty edukacyjne).

Szynwałdzkie projekty edukacyjne

Zapisy na projekt trwały cały tydzień. Na zdjęciu
Paulina Zegar z VI kl. wraz z mamą

Tak jak przed laty Jan Paweł II wędrował po Tatrach czy chodził ulicami Wadowic, tak i oni będą przemierzać te szlaki. Wcześniej jednak przygotują się do tych wypraw merytorycznie. Ogromnym zainteresowaniem cieszyły się zapisy na projekt "Edukacja śladami Jana Pawła II", realizowany przy parafii w Szynwałdzie. - Postać papieża wciąż fascynuje, a projekt to okazja do poznania jego postaci i nauki - mówi Bartłomiej Mącior, koordynator projektu. - Ojciec Święty lubił i historię, i geografię, i wycieczki po Małopolsce, wiele miejsc tu zwiedził i my o nich chcemy młodym najpierw opowiedzieć, a potem ich tam wziąć - dodaje. Zapisy trwały do 14 stycznia, a pierwsze zajęcia zaplanowano na 23 stycznia. - Uczestnicy projektu, podzieleni na trzy grupy wiekowe, spotykać się będą raz w tygodniu na warsztatach historyczno - geograticznych - opowiada. W ich ramach poznają więc biografię Jana Pawła II, miejsca związane z jego życiem, głoszone przesłanie lub głoszoną naukę. Zwiedzą też m.in. Wadowice, Stary Sącz i Kraków. Dla młodych to nie tylko okazja do integracji, ale żywa lekcja historii. - Pamiętamy tylko koniec pontyfikatu, warto więc odświeżyć sobie pewne zagadnienia. Są one tak uniwersalne, że każdy młody człowiek powinien je znać - zauważa Piotr Mazur, uczestnik zajęć. Projekt finansowany jest z programu "Kapitał Ludzki", js (źródło, "Tarnowski Gość Niedzielny" 2012-01-26) 


Miejsca ludzie wydarzenia

(Artykuł z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2011-07-10)

Biskóp Józef WojtarowiczW jedności siła. To banalne, acz prawdziwe stwierdzenie wyraziło się w ogólnodiecezjalnej walce z pijaństwem - Nikt nie liczy szkód społecznych związanych z ilością punktów sprzedaży alkoholu, choć na ich rozmnażanie pozwala prawo. Problem nie jest jednak nowy. Na początku XX wieku karczm było więcej niż kościołów i szkół. – W 1911 jeden ksiądz przypadał na 1786 osób, nauczyciel na 513, a szynkarz na 347 osób. W Galicji było w tym czasie blisko 3 tys. świątyń, 6 tys. szkół i aż 23 tys. karczm! – wylicza ks. dr Marek Łabuz. - Wspólny front - Promotorem walki z pijaństwem w diecezji był bp. Józef Wojtarowicz (Nasz rodak pochodzący z Szynwałdu). Pisał do diecezjan 29 listopada 1840 roku: „Pijaństwo jest przyczyną waszej nędzy”. Biskup założył Towarzystwo wstrzemięźliwości, które ochoczo poparli i wspierali księża, m. in. ks. Michał Król, ks. Wojciech Blaszyński. W jedności siła. To banalne, acz prawdziwe stwierdzenie wyraziło się w ogólnodiecezjalnej walce z pijaństwem. Nikt nie liczy szkód społecznych związanych z ilością punktów sprzedaży alkoholu, choć na ich rozmnażanie pozwala prawo. Problem nie jest jednak nowy. Na początku XX wieku karczm było więcej niż kościołów i szkół. – W 1911 jeden ksiądz przypadał na 1786 osób, nauczyciel na 513, a szynkarz na 347 osób. W Galicji było w tym czasie blisko 3 tys. świątyń, 6 tys. szkół i aż 23 tys. karczm! – wylicza ks. dr. Marek Łabuz.

Wspólny front

Promotorem walki z pijaństwem w diecezji był bp. Józef Wojtarowicz. (więcej w zakładce Biskup Wojtarowicz). Pisał do diecezjan 29 listopada 1840 roku: „Pijaństwo jest przyczyną waszej nędzy”. Biskup założył Towarzystwo wstrzemięźliwości, które ochoczo poparli i wspierali księża, m. in. ks. Michał Król, ks. Wojciech Blaszyński. Wiele dobrego zrobili zakonnicy przez głoszenie misji ludowych. Jednym z nich był jezuita Karol Antoniewicz. Po jego kazaniach adwentowych w 1844 roku tłumy sądeczan włączyły się w szeregi Towarzystwa, a księża z okolicznych parafii zapraszali do siebie tak skutecznego kaznodzieję. Dla promowania trzeźwości wiele uczynili księża z Towarzystwa Kapłanów Diecezjalnych p.w. św. Józefa, którzy również przeprowadzali misje ludowe. Ratunek widziano w zakładaniu i prowadzeniu bractw religijnych, głoszeniu rekolekcji i misji, a także otwieraniu sklepików i gospód chrześcijańskich. Znaczący wzrost spożycia alkoholu nastąpił za czasów abp. Wałęgi na początku XX wieku. – W gorliwości na rzecz trzeźwości wyróżniali się proboszczowie z Zalasowej – ks. Michał Owsianka, z Jastrząbki Starej – ks. Franciszek Mączka, z Rajbrotu – ks. Jan Kanty Duszyński, z Łącka – ks. Jan Piaskowy (1856-1923) – wylicza ks. Łabuz. Proboszcz łącki należał do najwybitniejszych działaczy antyalkoholowych. Bractwo trzeźwości prowadził już podczas posługi w Brzeźnicy k. Bochni. Ideę wolności od nałogu promował też skutecznie w Łącku. Jego największą zasługą w tym względzie było promowanie ogrodnictwa, więc pracy w trudnych rolniczo terenach. Jemu Łącko zawdzięcza kwitnące sady, szkołę, szpital i dom dla ubogich, łaźnię. Walka z biedą, uczenie ludzi gospodarności i oszczędzania były skuteczną metodą zaprowadzania trzeźwości.

Młot na karczmarzy

Jak się okazywało walka z pijaństwem nie przynosiła pożądanych owoców. Zwłaszcza przez ilość karczm, które niestety były ośrodkami życia społecznego. – Powiadano, że gdy chłop wracał w niedzielę trzeźwy do domu, to mu nie wierzono, że był w kościele – podaje ks. Łabuz. Domagano się więc zamykania szynków w niedzielę, jednak Rząd Krajowy w Galicji nie podjął żadnego działania. Sprawy musieli wziąć w swoje ręce proboszczowie. Warto tu przywołać ks. Wojciecha Towarnickiego z Cerekwi, który kazaniami, nie pozwalaniem pijakom na bycie chrzestnymi, promowanie wesel bez alkoholu, doprowadzeniem do zbudowania na miejscu spalonej przypadkiem karczmy szkoły przyczynił się do trzeźwości swoich parafian. Trzeba też wspomnieć ks. Tomasza Łączewskiego ze Szczucina, ks. Gabriela Helpę ze Zbyszyc czy ks. Józefa Wilkowicza proboszcza z Tylmanowej i ks. Jana Wróbla z Królówki. Jednak wartym szczególnego odnotowania jest proboszcz Szynwałdu – ks. Aleksander Siemieński (1851-1939). (więcej w zakładce Ks. Prałat Siemieński). Ależ to był młot na karczmarzy! – Wkrótce po przybyciu do Szynwałdu wykupił wszystkie karczmy, a na ich miejscu postawił figury święte i kaplice. Sam był abstynentem i należał do Związku Abstynentów Księży – pisze ks. dr Adam Nowak. W chwili, gdy parafię opuszczał ostatni karczmarz,

Proboszcz Szynwałdu – ks. Aleksander Siemieński Grota Matki Bożej na miejscu byłej karczmy

rozdzwoniły się dzwony kościelne na znak „oczyszczenia parafii z wrogów Krzyża Chrystusowego”. Był dobrym organizatorem życia społecznego. Założył Bractwo Chrześcijańskich Matek, do pomocy w duszpasterstwie sprowadził służebniczki starowiejskie, które prowadziły szkołę dla dziewcząt. – Był jałmużnikiem, a dla najbiedniejszych wybudował dom z drzewa ze starego kościoła. Tam najczęściej bywał. Uczył pisać, czytać, liczyć. Wspólnie z biednymi się modlił – podaje ks. Nowak. Zmarł we wspomnienie św. Jana Vianneya, którego uważał za patrona swej służby. Spoczywa w Szynwałdzie.

xzw

 


Gitara jak droga

(Fragment artykułu z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2011-05-08)

Fiat – zawsze jestem na takW 2008 r. w Szynwałdzie pod Tarnowem ks. Artur Mularz zorganizował naukę gry na gitarze. Otwierał szeroko oczy, kiedy zgłosiło się 60 młodych chętnych. W dużej mierze z tej właśnie grupy powstał zespół „Fiat – zawsze jestem na tak”. – Gitara w parafii to jest symbol kontaktu z młodymi, taka droga do młodzieży. Dzięki niej do kościoła przyszli ludzie, którzy na spotkania formacyjne choćby KSM raczej by nie przyszli. Ściągnęła ich tu muzyka, fakt, że mogą pograć i pośpiewać z innymi – mówi ks. Mularz. Zespół muzyczny stał się środowiskiem wzrastania w wierze, dojrzewania życiowego. – Jest formą spotkania z Kościołem, samych wykonawców, ale także naszych słuchaczy – mówi ks. Artur. – Wraz z moją żona Marysią jesteśmy jedynym małżeństwem w zespole i mamy świadomość, że młodsi z 30-osobowej grupy czasem patrzą na nas, szukają świadectwa, jakiejś nauki – dodaje Szymon Plebanek, basista. Kiedy zdarza się im koncertować, to ze sceny emanuje duża energia i radość. – Opowiadamy o Bogu, o naszej wierze, chcemy pokazać, że wiara jest radosna, że jej wspólne przeżywanie daje frajdę i że żywiołową muzyką można równie dobrze się modlić, jak na klęczkach – deklaruje Olga Kantor. Nie szukają sławy, choć miło im, kiedy są zapraszani. Starają się profesjonalnie przygotować, choć zawodowo pewnie muzyki traktować nie będą. 


Złoty kościelny

(Artykuł z Tarnowskiego ”Gościa niedzielnego” 2009-12-20)

Zakrystianin od zakrystii. Do Mszy służył jeszcze po łacinie, nawet kilka razy dziennie biegał na wieżę pokonując 64 schody, odprowadzał zmarłych, przerzucił kilkaset ton węgla, żeby żywi mogli się modlić w cieple. Nadal służy parafii, choć mija już pół wieku Bożej służby.

Tekst i zdjęcia ks. Andrzej Turek

Ludwik ChrostekChociaż to zwykły dzień adwentowy Ludwik Chrostek wygolony, w marynarce, pod krawatem. Tryska wigorem. Nie wygląda na swoje 71 lat, z których równo 50 przeżył w Szynwałdzie jako kościelny. No może ten czas zdradzają trochę jego ruchy - wprawne, znające każdy zakamarek czy przycisk w zakrystii oraz postawa - pełna godności i przejęcia gdy zwija obrus z ołtarza, przestawia mszał, z ostrożnością stąpa w prezbiterium, jakby stopy już same wiedziały, że dotykają miejsca świętego. – To chodźmy na wieżę, wszystko księdzu redaktorowi pokażę – zaprasza. Wspinamy się po stromych schodach. Raz, dwa, raz, dwa. Uff! Zaczyna mi brakować oddechu i czuję jak zraszają mnie pierwsze strużki potu. Gdy przez myśl mi przebiega, że ta reporterska robota kiedyś mnie wykończy, ku swojemu przerażeniu widzę jak mój krzepki przewodnik sadzi po dwa stopnie naraz! – Tu jest dokładnie 64 schody. Przez 30 lat, kiedy nie było prądu i trzeba było dzwonić i nakręcać zegar, biegałem nimi nawet kilka razy dziennie. Ja tak zawsze po dwa, bo nie ma się co z tym bawić – uśmiecha się, gdy już stoimy pod dzwonami, a ja spotniały próbuję dojść do siebie.

Kościół i poza kościołem

Kościelny - Ludwik ChrostekKościelną służbę zaproponował mu przed półwieczem ks. Piotr Kyrcz, ówczesny szynwałdzki proboszcz. – Trochę znałem zajęcie kościelnego, bo byłem ministrantem jeszcze z łacińską ministranturą – podkreśla z odcieniem dumy jubilat. – To była sztuka: odpowiadać przy Mszy po łacinie. Uczyłem się z takiej książeczki, a w służbę wprowadzał mnie proboszcz – dodaje. Przykład pana Ludwika pokazuje, że służba kościelnego obejmuje właściwie całokształt parafialnego życia: to, co w kościele, przy kościele i poza kościołem. Szynwałdzki kościelny służył do Mszy św., towarzyszył księdzu podczas kolędy, asystował przy ślubach i pogrzebach, dbał o porządek przykościelnego placu. – Najwięcej pracy jest oczywiście podczas świąt i uroczystości – mówi. – Choć, w sumie, na co dzień trzeba być obowiązkowym, a w zimie dochodziło jeszcze palenie w piecu. Stoimy w suterenach świątyni. Ludwik informuje, że miał to być dolny, zimowy kościół, ale nigdy nim nie został. Za to mieściła się tu kotłownia. – Wstawałem o 4. rano, żeby napalić. Cicho, ciemno, zimno. Przez 20 lat, o tutaj, z tego kąta – pokazuje. – przewoziłem węgiel i wrzucałem do pieca. Średnio 15 ton rocznie – dodaje. Szybko obliczam w myślach: 20 razy 15 to daje 300 ton! Tyle przeszło przez ręce Ludwika w ciągu 20 lat. – Oho, teraz z gazem i nowoczesnym piecem, to luksus – mówi gładząc pieszczotliwie mruczące urządzenie z napisem Lamborghini. – Przeżyłem 3 piece i 5 proboszczów – uśmiecha się naraz jubilat.

Czas kościelny

Zegar kościelny– Dwoma dzwonami to jeszcze dałem radę dzwonić, ale trzema to już nie – wspomina złoty kościelny. – Brałem wtedy do pomocy jakiegoś ministranta. Chłopcy mieli uciechę. Ale zegar nakręcałem zawsze sam – podkreśla. Zegar, tak jak i dzwony, przestawił się już na elektrykę. Ale Ludwik z czułością ujmuje grube liny, którymi przez lata poruszał serca olbrzymich dzwonów obwieszczając parafianom radości i smutki, codzienne przybywanie Anioła do Maryi i niecodzienne uroczystości, czas wesela i płaczu. Gdzieś z zakamarków wieży wydobywa archaiczną korbę do zegara, którą codziennie napędzał kościelny czas. – Zegar mamy porządny, z 1928 r., ale wciąż chodzi bez zarzutu – Boży zegarmistrz prezentuje z chlubą mechanizm urządzenia rozedrganego mnogością trybików i kółek. Tykanie, ruch, przemijanie. Przez okiennice wyglądam w dół. Auta sunące szosą tkną ciemność ruchem reflektorów jak pośpiesznym skalpelem. Tam i z powrotem. Z powrotem i tam. Odwracając głowę dostrzegam inskrypcję, którą jakaś niewidzialna ręka dość niezdarnie wygrawerowała na kawałku ściany: „Chrostek Ludwik kościelny od 1959 r.”. – No, ktoś się bawił – szepcze opisany. – Ale to już rzeczywiście tyle lat… – dodaje w zamyśleniu. Schodząc, zaglądamy na chór. W dole feeria roratnich świateł niesionych procesyjnie w dziecięcych dłoniach. Oto nowe pokolenie wstępuje, dosłownie i w przenośni, w tajemnice Kościoła, podejmując jego prastarą pieśń wiary „Archanioł Boży Gabryel posłan do Panny Maryi…”

Przeźroczysta wdzięczność

Ks. Józef Michalski, proboszcz Szynwałdu, podkreśla, że parafia jest bardzo zadowolona z pracy pana kościelnego. – To Boży człowiek, sumienny i rzetelny, a przy tym skromny, ledwo dał się namówić na spotkanie z księdzem redaktorem. Oby nam służył, jak najdłużej – dodaje. Jubilat twierdzi, że bycie kościelnym to raczej powołanie niż praca. Zakres obowiązków jest szeroki, trzeba być stale dyspozycyjnym, a bycie blisko spraw Bożych zobowiązuje do odpowiedniej postawy. – Bynajmniej nie mam się za jakiegoś świętego, ale kościelny musi być przeźroczysty, choćby dlatego, że ma dostęp do finansów czy wina, a względem uczciwości, zaufania nie może być tutaj jakichkolwiek pytajników – podkreśla z naciskiem. Pan Ludwik jest przekonany, że Bóg mu błogosławi w życiu: w rodzinie, która wydała trójkę dzieci, w czterohektarowej gospodarce, którą uprawiał, w kościelnej służbie, której pilnował z oddaniem. – Właściwe nie chorowałem – mówi. – Od Boga mam wszystko, i to również radość, że jest się stale w kościele, gdzie inni zaglądają raz na tydzień czy nawet rzadziej. Jestem wdzięczny Bogu i staram się to okazywać gorliwą służbą.

Ks. dr. Leszek RojowskiKomentarz

Uświęcająca posługa

Ks. dr. Leszek Rojowski, pastoralista

Kościelny zwany także zakrystianinem troszczy się m.in. o porządek w kościele i zakrystii, dba o paramenty i naczynia liturgiczne, świece, oleje, przygotowanie szat i naczyń do sprawowania liturgii, otwieranie i zamykanie kościoła, dzwonienie. Synod Diecezji Tarnowskiej stanowi, że kościelnym może być człowiek autentycznie religijny, uczciwy, posiadający zamiłowanie do pracy i porządku, psychicznie zdrowy, wolny od uzależnień. Kościelny wspiera swoją pracą duszpasterzy i służy całej wspólnocie parafialnej. Jak mało kto może brać czynny udział we wszystkich świętych obrzędach w kościele. To wielka łaska i szansa dla osobistego uświęcenia, byle zawsze pamiętał, że przede wszystkim służy Bogu. 

 


Pieśń biało - czerwona

(Artykuł z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2009-11-15)

Przegląd Pieśni LegionowejOd pięciu lat w Zespole Szkół w Szynwałdzie odbywa się Przegląd Pieśni Legionowej. Jego idea narodziła się w czasie złazów patriotycznych na cmentarz legionistów w Łowczówku. – Postanowiliśmy zrobić coś, by popularyzować pieśni legionowe, i w trochę inny sposób uczyć dzieci historii: Polski, jak i naszego regionu – mówi Jolanta Krakowska z gimnazjum w Szynwałdzie. Na przegląd przybywają zawsze grupy z kilku sąsiednich gmin. – Dzięki tym pieśniom możemy łatwiej zrozumieć naszą historię, emocjonalnie zbliżyć się do klimatu tamtych czasów, wyrazić miłość do ojczyzny. Poza tym te pieśni podobają się, bo są tak bardzo inne różne od tego, co dziś słyszymy w radiu czy telewizji– mówią Klaudia Kocoł i Justyna Kawa z gimnazjum w Zalasowej.

gb 


Parafia okiem "Tarnowskiego Gościa Niedzielnego"

Artykuł z "Tarnowskiego Gościa Niedzielnego" (2008-01-13)

Czas budowania

Nazwa Szynwałd pochodzi z języka niemieckiego i znaczy tyle, co "piękny las". Perspektywy, które roztaczają się przed tą wspólnotą parafialną też wyglądają zupełnie nieźle.

Pierwsze wzmianki o szynwałdzkiej parafii pochodzą z 1344 roku. Dwieście lat Obecny   kościół wzniesiony w latach 1911-18 w miejsce poprzedniej, drewnianej   świątyni.później powstał historyczny kościół parafialny, który - jak zauważają niektórzy - miejscowi rozebrali samowolnie w 1911 roku. Ojciec Kazimierz Plebanek w monografii miejscowości zwraca jednak uwagę, że świątynia była niemal w stanie ruiny. Ponoć przy mocniejszych wiatrach nie tylko skrzypiała, ale nawet chwiała się, dlatego ludzie bali się do niej wchodzić. Dlatego ówczesny proboszcz ks. Aleksander Siemieński z wiernymi wybudowali nową, murowaną świątynię. Ten sam kapłan był budowniczym dużego klasztoru sióstr służebniczek starowiejskich.

O d 48 lat kościelnym w Szynwałdzie jest Ludwik Chrostek. Bieżącą historię parafii ma niemal w jednym palcu. - Kościelnym zostałem w 1959 roku od tego czasu pamiętam prace przy wieży kościelnej, wymianę dachu na kościele, kilkakrotne malowania - wspomina pan Ludwik. W pamięci jego i wielu innych zachowała się też budowa kaplicy na Świniogórze. - Za komuny to było, w Niemczech pracował jeden z rodaków, którzy przysyłał tu dary, chemię budowlaną i inne. Ludzie, którzy je brali składali ofiary, które szły na budowę kaplicy - dodaje L. Chrostek. Z Szynwałdu na Świniogórę jest 9 km. - Skrótami niezbyt wygodnymi, które w dodatku trzeba dobrze znać jest tych kilometrów tylko pięć. Do kaplicy chodzi tam około 200 wiernych, także mieszkających w pobliżu parafian z Zalasowej, Źwiernika, i Łęk Górnych. Staramy się tam ożywić duszpasterstwo. W ostatnie święta po raz pierwszy ludzie stamtąd mogli uczestniczyć w pasterce w swojej kaplicy - zauważa ks. Józef Michalski, proboszcz parafii, który na Szynwałdzkie probostwo przyszedł 1 kwietnia 2007 roku.

Ołtarz główny- Kiedy ksiądz biskup mnie tu wysyłał wspomniał, że parafia jest rozwojowa i rzeczywiście tak jest. Powstaje dużo nowych domów. Na razie wznoszą je miejscowi, ale pewnie za kilka lat będą się tu osiedlać ludzie z Tarnowa, do którego jest kilkanaście kilometrów - dodaje ks. Michalski. Te kilka mijających miesięcy to czas budowania. Choć kilka prac o charakterze materialnym w tym czasie wierni zaangażowaniem i ofiarnością wykonali, to budowanie odbywa się też w innym wymiarze parafialnego życia. - Dość duże jest u nas zaangażowanie parafian w dzieło misji. Prężna jest też grupa Odnowy w Duchu Świętym. Powoli rośnie grupa ministrantów i lektorów. Utworzyliśmy niedawno też parafialny oddział Caritas, któremu udało się już z sukcesem zorganizować akcję paczek na święta dla potrzebujących - wylicza ks. Michalski. Kolędę proboszcz zaczął od Japonii, jak nazywany jest jeden z przysiółków Szynwałdzkich. Jednak to nie drugą Japonię budują w Szynwałdzie, a pierwszy, ten sam od wieków Kościół i parafialny dom.

Ks. Józef Michalski

Urodził się 20 marca 1958 roku. Pochodzi z Nagawczyny koło Dębicy. ŚwięcKs. Józef   Michalski proboszcz parafienia kapłańskie przyjął w 1984 roku. Od tego czasu był wikariuszem w Zbylitowskiej Górze, Nowym Sączu i 12 lat w Dąbrowie Tarnowskiej, gdzie przez 10 lat był m.in. kapelanem szpitala. Od 2000 roku proboszczował w Chojniku. W kwietniu 2007 został mianowany proboszczem w Szynwałdzie. Tu w pracy pomagają mu ks. Michał Zieliński i ks. Tomasz Gomulec.

Okiem proboszcza

"Jestem w Szynwałdzie proboszczem zaledwie kilka miesięcy. Dopiero poznaję wspólnotę i ludzi, którzy ją tworzą. Dotychczasowe doświadczenia i wrażenia mam jednak bardzo dobre. Przyznam, że było mi żal trochę odchodzić z Chojnika, ale życzliwość szynwałdzian z jaką mnie przyjęli osłodziła tamto rozstanie. Zaczęliśmy tzw. kolędę, więc po niej będę miał trochę pełniejszy obraz parafii. Wspólne podjęte w mijającym czasie przedsięwzięcia pokazują, że parafianie są ofiarni, ze zrozumieniem podchodzą zarówno do duszpasterskich jak i materialnych przedsięwzięć. Cieszę się też ze współpracowników, z którymi pracuję. Mimo, że parafia leży blisko miasta, to zachowała, w pozytywnym sensie prowincjonalny charakter, który wyraża się autentyczną, żywą i głęboką wiarą ludzi, przywiązaniem do Kościoła".

Zapraszamy:

Niedzielne Msze św.: 6:30, 7:45 (na Świniogórze), 9:00, 11:00, 16:00 Msze św. W dni powszednie: 7:00 (codziennie) oraz 17:00 (we środy i piątki). 


Hola z traktora - Bezpieczeństwo dzieci na wsi

(Artykuł z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2007-10-28)

Aby życie nie zmalowało im czegoś złego - dzieci malowały bezpieczną zagrodę.

Bezpieczna praca i zabawa dzieci na wsi17 października w Zespole Szkół Podstawowych i Gimnazjum w Szynwałdzie ogłoszono wyniki konkursu plastycznego "Bezpieczna praca i zabawa dzieci na wsi".- Celem konkursu była popularyzacja zasad BHP w gospodarstwach rolnych i zwrócenie uwagi na prace szczególnie niebezpieczne dla dzieci poniżej 15 roku życia - wyjaśnia Benedykt Zygadło, kierownik PIP w Tarnowie. Organizatorzy rozdali dzieciom broszurki tematyczne. Na ich podstawie młodzież przygotowała prace plastyczne, a dodatkowo pogłębiła znajomość kwestii bezpieczeństwa. Do konkursu przystąpiło ponad 150 dzieci i wszystkie zostały nagrodzone. Szczególne wyróżnienia przyznano grupie 15 uczniów, m.in.: Kasi Zuń, Agnieszce Trybie, Justynie Siedlik, Asi Poręba i Dominice Kusek . - Dzięki konkursowi wiele się nauczyłam. Wiem, czego nie wolno mi robić i staram się o tym pamiętać - mówi Kasia Zuń. - Temat bezpieczeństwa na wsi wpisuje się w misję naszej szkoły - mówi Stanisława Siemek, dyrektor placówki. Organizatorem konkursu były tarnowskie oddziały PIP i KRUS oraz starosta tarnowski i wójt gminy Skrzyszów.

js 


Klucz do przyszłości - Sukcesy dzieci

(Artykuł z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2005-04-10)

Klucz do przyszłości - Sukcesy dzieciJak to się dzieje, że ogólnopolskie, szkolne konkursy często wygrywają uczniowie z niewielkich, wiejskich szkół? Niedawno Magdalena Tokarska z gimnazjum oraz Agnieszka Niemiec i Dawid Siemek z Zespołu Szkół w Szynwałdzie przywieźli pierwsze miejsca z eliminacji wojewódzkich konkursu Dzieje Oręża i Losy Żołnierza Polskiego. Magda, będąca w trzeciej klasie gimnazajum, w konkursie startuje po raz trzeci. W roku ubiegłym wygrała go na szczeblu centralnym, pokonując w Warszawie gimnazjalistów z całej Polski. W tym roku Dawid Siemek, chodzący do czwartej klasy, pozostawił w Krakowie w pokonanym polu wszystkich piąto i szóstoklasistów. Agnieszka Niemiec w tek kategorii była druga. Tymczasem wydawać by się mogło, że szanse na rozwój i sukcesy mają głównie dzieci z wielkich ośrodków miejskich, w których żyje się z reguły zamożniej niż w wioskach i w których dzieci mają wiele możliwości rozwoju zainteresowań. "Jeżeli mówimy o rozwoju naszych dzieci to dlatego, że rodzice są przekonani do wartości edukacji i wykształcenia dzieci" - mówi Beata Mazur, wicedyrektor Zespołu Szkół w Szynwałdzie. "Trzy grosze" wcale pokaźnych rozmiarów dorzuca szkoła, w której dzieci mają możliwość uczestniczenia bezpłatnie w aż 16 kołach zainteresowań. Agnieszka Niemiec - finalistka wojewódzkiego konkursu - poza historycznym kółkiem chodzi też na matematyczne, polonistyczne, a także tańczy w szkolnym zespole i śpiewa w chórze. Dlaczego dzieci wkładają tyle wysiłku w naukę, kiedy można by łatwiej przebrnąć szkolną edukację? "Ja najpierw musiałem trochę poczytać, a potem to polubiłem" - mówi Dawid, który "pochłania" ciągle mnóstwo książek. Agnieszka nie zastanawia się nad tym, ile się uczy. "Jestem w wieku szkolym, więc się uczę" - dodaje. Magda, kończąca gimnazjum, chciałaby zostać prawnikiem i wie już dokładnie, że nauka jest kluczem do przyszłości.

gb 


Dać sobie szansę - "Przysiółek to nie koniec świata"

(Artykuł z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2005-07-24)

Przysiółek Świniogóra to nie koniec świataDo Świniogóry, przysiółka wsi Szynwałd, kilkanaście kilometrów pod Tarnowem trudno trafić. Wydawać by się mogło, że to taki lokalny "koniec świata". "Myślę, że może być zupełnie inaczej. Młodych ludzi w wieku 12-19 lat, wchodzących w życie, w etap podejmowania decyzji chcemy przekonać, że - jak głosi tytuł projektu - przysiółek to nie koniec świata" - mówi Albert Opolski ze Stowarzyszenia "Teatr Nie Teraz". W starej, likwidowanej szkole podstawowej 20 lipca Stowarzyszenie rozpoczęło realizację warsztatów interdyscyplinarnych mających na celu rozwój kreatywności i zmotywowanie młodzieży do podejmowania dziań na rzecz rozwoju własnego i swojej miejscowości przysiółka. "Chcemy przekonać uczestników, że w takich miejscach można żyć i się rozwijać, życiowo realizować, a nie tylko zastanawiać się kiedy i gdzie wyemigrować" - dodaje. A. Opolski. Oprócz warsztatów na rzecz zmotywowania młodych do podejmowania aktywności zaplanowano także działania artystyczne. Będzie też warsztat dotyczący pisania grantowych projektów z próbą złożenia wniosku do wybranej fundacji. "Żeby się o zewnętrzne środki starać, to trzeba o nich wiedzieć. Żeby pisać projekty i wnioski, trzeba mieć pomysł i wydobyć z siebie wolę, kreatywność" - zauważa Opolski. Przysiółek może być pięknym miejscem do mieszkania, jeżeli ludzie zechcą coś robić, podjąć aktywność na rzecz swego środowiska. Pieniądze na projekt realizowany w Świniogórze Stowarzyszenie otrzymało od Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, za pośrednictwem Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży, z programu "Równać szanse" - małe granty regionalne.
gb 


Będzie amfiteatr! - Szynwałd

(Artykuł z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2004-08-22)

Niewielka grupa uczniów z Szynwałdu postanowiła wybudować w swojej miejscowości amfiteatr. Przedsięwzięcie nietypowe i odważne, ale ma całkiem sporą szansę na realizację. Pomysł szynwałdzkiej grupy "Futuro" został bowiem wyróżniony w IV edycji polskiego konkursu "Make a Connection" - "Przyłącz się".

"Make a Connection" to zapoczątkowana w kwietniu 2000 r. inicjatywa International Youth Foundation - Międzynarodowej Fundacji na Rzecz Młodzieży i firmy Nokia, mająca na celu popieranie prawidłowego rozwoju młodych ludzi, poszerza możliwości edukacyjne stojące przed młodzieżą, uczy ją potrzebnych w życiu umiejętności i pomaga pozytywnie i twórczo uczestniczyć w życiu społeczeństwa. Programy krajowe są obecnie realizowane w 17 krajach na całym świecie.

Do tegorocznej polskiej edycji programu zgłoszonych zostało 300 projektów. Z tych trzystu wybrano 70 najlepszych, którym zostały przyznane dotacje na realizacje zamierzeń grupy. Z regionu tarnowskiego wśród laureatów znalazło się Stowarzyszenie "my niezależni" z Tarnowa oraz grupa "Futuro" z Szynwałdu.

-Pomysł na projekt budowy amfiteatru przy szkole zrodził się w kwietniu, podczas Festiwalu Filmów Krótkometrażowych i Prezentacji Multimedialnych w Skrzyszowie - mówi Agnieszka Boruch, polonistka, opiekunka grupy "Futuro". -Młodzież uczyła jak pisze się projekty, co należy w nich uwzględnić. Postanowili spróbować swych sił. Dotychczas nie było w Szynwałdzie takiego miejsca, w którym młodzież mogła prezentować swój dorobek. Mieli do dyspozycji jedynie rozkładaną przenośną scenę. Amfiteatr będzie miał natomiast 300-osobową widownię i ok. 100 metrów kwadratowych sceny. Michał Tokarski, tegoroczny absolwent gimnazjum i lider grupy ma nadzieję, że na scenie odbywać się będą wernisaże plastyczne, przeglądy piosenek czy grup tanecznych, zaś w zimię wystawia tu jasełka na świeżym powietrzu z żywymi zwierzętami.

Na realizację projektu uczniowie otrzymali 4 400 zł. "Oczywiście koszt projektu jest dużo większy, ale liczymy na pieniądze od wójta Skrzyszowa, który przychylnie jest nastawiony do tego projektu i na lokalnych sponsorów. Część prac wykona młodzież na zasadzie wolontariatu". "Trzeba też podziękować Stanisławie Siemek, że pozwala uczniom realizować swoje pomysły. Dzięki temu rozwijamy swoje zainteresowania i stwarzamy kolegom miejsce, gdzie mogą się realizować" - dodaje Michał.

ak 


Sto na sto dwa – Szynwałd

(Artykuł z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2003-03-09)

Nie jest to kuriozalny wynik pomiaru ciśnienia tętniczego, ale rodzaj syntezy dobrze przeżytego "szmatu" czasu. Bo jak tu inaczej nazwać setne urodziny?

Setne urodziny przeżywała 15 lutego s. Waleria Benigna Rataj, służebniczka starowiejska z podtarnowskiego Szynwałdu. S. Benigna zastanawia się chwile nad odpowiedzią na pytanie czy jest jakaś recepta na to, aby dożyć tak sędziwego wieku. "Nie wiem. Cały czas Bogu dziękowałam za zdrowie i służyłam Bogu i ludziom. Miałam tę radość" - odpowiada cicho.

Dwa dni po setnych urodzinach (15 lutego) siostrę Benignę zmogła grypa. Rozmawia ze mną leżąc w łóżku. "Co to się stało, że ja się pochorowałam na te sto lat? Naprawdę nie wiem. Choroba mnie chwyciła" - dziwi się trochę siostra Benigna. "To tylko na chwilę..." - podpowiadam. "Daj Boże" - uśmiecha się Jubilatka. Dotąd w ogóle nie chorowała. Ponoć nigdy. Stąd dziwi się, że dopadło ją to teraz.

"Jest silna. Zwykle każdego dnia siostra z różańcem w ręku wychodzi sobie na spacery. Tu w dół do szosy i z powrotem" - mówi s. Zofia Zasadni, przełożona domu w Szynwałdzie. "Poza tym bardzo interesuje się tym, co się dzieje w domu i jest bardzo samodzielna" - dodaje Przełożona.

Całe swe zakonne życie siostra Benigna posługiwała chorym. "Chciałam zostać pielęgniarką, a władze zakonne pozwoliły mi na to" - wspomina. Dyplom pielęgniarski "zrobiła" we Lwowie w 1931 r. W szpitalach, na oddziałach operacyjnych, dziecięcych, a także w pracowni rentgenowskiej przepracowała do 1978 r. "Na 75. urodziny lekarze pytali mnie jak to jest, że się tak dobrze trzymam. To przez promienie rentgena" - tłumaczyła im z uśmiechem s. Benigna. Czy praca przy chorych jest ciężka? "Jest ciężka. To jest obowiązek nadzwyczajny" - twierdzi Jubilatka, ale dodaje, że bardzo lubiła pracę w szpitalu.

Jak to się stało, że siostra poszła do zakonu? "Pan Bóg mnie powołał do tego - mówi cichym głosem - i Matka Najświętsza. Po to, żebym służyła ludziom. Całkowicie oddałam się Bogu, ofiarowałam".

Siostra Benigna nie jest najstarszą siostrą w zgromadzeniu służebniczek starowiejskich. W Orzechówce pod Krosnem mieszka siostra, która ma 102 lata. Siostra Benigna tych lat ma "zaledwie" sto, ale to lata na sto dwa.

GB 


Przyszłe gospodynie Polskie przy nauce

Artykuł opisujący naukę dziewcząt na gospodynie domowe w szkołach gospodarstwa domowego i na kursach gotowania. W artykule wspomniano również o uczennicach Szkoły Rolniczej Żeńskiej z Szynwałdu cyt. "Natomiast raczej rolniczą szkołę żeńską prowadzą Siostry Służebniczki z Szynwałdu koło Tarnowa (Małopolska)". Zostało również umieszczone zdjęcie uczennic szkoły z podpisem "Kuchnia Żeńskiej Szkoły Rolniczej w Szynwałdzie koło Tarnowa".

(Informacja: czasopismo katolickie sprzed drugiej wojny światowej).

 


Szynwałd obok Tarnowa

(Artykuł z, "Dzwon Niedzielny" 6 sierpnia 1933 rok, numer 32)

Szynwałd obok Tarnowa przeżywał wielką uroczystość 60 – lecia kapłaństwa swego od 48 lat proboszcza, ks. prałata A. Siemieńskiego. Na niezwykły jubileusz zebrały się kilku tysięczne tłumy ludności miejscowej i z okolicznych parafij. Uroczystość zaszczycili swą obecnością Najprzew. XX. Biskupi z Tarnowa, przedstawiciele kapituły, p. Starosta, p. pełnomocnik, X. Sanguszki, oraz rodzina ks. Jubilata. Księży przybyło 35- ciu. W orszaku kilkudziesięciu banderzystów przejechali XX. Biskupi przez bramę triumfalną i tu powitał ich ks. Jubilat w otoczeniu duchowieństwa i dostojników świeckich, a mowę powitalną wygłosił przedstawiciel wsi. Prześliczne kazanie wygłosił J. E. Ks. Biskup Fr. Lisowski, podnosząc cnoty i zasługi ks. Jubilata, zdobyte przez tyloletnią, a tak owocną działalność dla Kościoła i Ojczyzny. W czasie sumy, odśpiewał miejscowy chór piękną mszę „Gounoda". Procesję wokół kościoła prowadził J. E. X. Biskup Lisowski. Po procesji ks. jubilat udzielił duchowieństwu błogosławieństwa. Po obiedzie odbyła się w sali domu parafialnego uroczysta akademia ku czci ks. Jubilata a XX. Biskupi odprowadzeni przez banderję odjechali do Tarnowa. Obserwator


Piękny dzień w Szynwałdzie (pod Tarnowem).

(Artykuł z, "Chorągiew Maryi" 6 1909 roku)

W artykule opisane jest uroczyste wprowadzenie obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy do kościoła parafialnego w Szynwałdzie w 1909 roku. (artykuł z czasopisma "Chorągiew Maryi")

Autor: O. Leon Pyżalski

   
© "MIĘDZY NIEBEM A SZYNWAŁDEM" - Nieoficjalny serwis o Parafii N.M.P. Szkaplerznej w Szynwałdzie. Wszelkie prawa zastrzeżone 2010 - 2018