Statystyki odwiedzin  

Dzisiaj: 3
Wczoraj: 20
Poprzedni tydzień: 108
Poprzedni miesiąc: 938
Ogółem: 96378

Poland 85.8%Poland
United States 5.8%United States
United Kingdom 3.1%United Kingdom
Germany 1.5%Germany
Austria 0.8%Austria
   

   

   

   

   
 
   
   

Gdzie jest niebo?

stacjaniebW Szynwałdzie odbył się V Piknik Muzyczny, który zgromadził tłumy parafian i gości. Po raz piąty odbył się w Szynwałdzie piknik muzyczny "Stacja Niebo". W tym roku hasłem pikniku są słowa "Przybij piątkę Jezusowi". Przede wszystkim znaczą one to, że Jezus jest naszym przyjacielem, że patrzy się Mu prosto w oczy i nigdy nie zdradza. Bynajmniej nie chcemy infantylizować doświadczenia Boga w Jezusie, ale wyrazić naszą przyjaźń z Nim właśnie przez taki młodzieżowy gest. Piknik jest dla nas okazją, żeby zrobić coś dobrego, pożytecznego dla całej parafii. Chcemy pokazać, że Kościół jest młody, a wiara daje radość – mówią Dominik i Olga.
Spotkanie rozpoczęła Msza św., a po niej na scenie przy kościele parafialnym zaprezentowały się zespoły muzyczne. Wystąpiła dziecięca scholka parafialna oraz klerycki zespół Bethesda. Pracujemy przez cały rok w naszych zespołach, a podczas "Stacji Niebo" możemy pokazać efekty naszej roboty – dodaje Olga. Modlitewnym wydarzeniem "Stacji Niebo" była adoracja Najświętszego Sakramentu i uwielbienie prowadzone przez szynwałdzki zespół "Fiat".
– To, co dają z siebie dzieci, młodzi, dorośli parafianie, buduje i bardzo cieszy. Chcę, żebyśmy z tegorocznego pikniku skorzystali duchowo – mówi ks. Grzegorz Sroka, organizator. Piąty już piknik przynosi konkretne owoce. – Widzę duże zainteresowanie parafian tą inicjatywą, wielkie jest zaangażowanie młodych. Piknik pokazuje ich całoroczną pracę i zachęca innych do włączenia się w duszpasterstwo w parafii – cieszy się ks. proboszcz Józef Michalski. Organizację pikniku wsparł wójt gminy Skrzyszów i wielu darczyńców.

Ks. Zbigniew Wielgosz

Artykuł opublikowany na stronie internetowej "Tarnowskiego Gościa Niedzielnego" (fot. Parafialna scholka dziecięca) www.tarnow.gosc.pl 28 sierpnia 2014 roku. (2014-08-10)


Ona

O zachwycie Karoliną, pracą nad przygotowaniem rozważań drogi krzyżowej i o tym, że słowa tylko uczą, a przykłady pociągają, z księdzem Grzegorzem Sroką rozmawia Łukasz Mączko.

 

Czym kierował się Ksiądz, przygotowując rozważania? Rozważania pisałem w oparciu o Psalm 16. Każda ze stacji drogi krzyżowej w lesie w Wał Rudzie ma przypisany któryś z wersetów tego Psalmu. Zatem te słowa były inspiracją. Dodatkowo chciałem, żeby to rozważanie miało charakter modlitwy, bezpośredniego zwrócenia się do Boga. Myślę, że Karolina, kiedy biegła przez las, uciekając przed Moskalem, wołała do Boga. To nadzwyczajne, że nawet w tak trudnym i dramatycznym momencie, kiedy normalnie człowiek myśli tylko o ucieczce, Ona prowadziła dialog ze Stwórcą.

Na co szczególną uwagę zwraca tekst rozważania? Tekst ten miał w szczególny sposób zwrócić uwagę na to, by w obliczu drogi krzyżowej Jezusa i męczeńskiej drogi Karoliny, człowiek mógł odnaleźć siebie. Tak często czujemy się zagubieni. Tak często trudno jest nam odnaleźć siebie i zrozumieć siebie. Jak uczył nas błogosławiony Jan Paweł II: człowieka nie da się zrozumieć bez Chrystusa. Cierpienia ludzkiego nie da się zrozumieć bez cierpienia Chrystusa. Rozważania te miały pokazać, że zanurzając się w drodze krzyżowej, możemy zrozumieć sens własnego istnienia, ale i też sens naszych osobistych krzyży.

Jakie emocje towarzyszyły Księdzu podczas przygotowania rozważań? Samo pisanie dla mnie było modlitwą. To był kontakt ze Słowem Bożym z Psalmem 16, rozważanie tego Psalmu i kroczenie po śladach męczeństwa Karoliny, która z kolei szła drogą wyznaczoną przez Chrystusa. Jakie emocje mogą towarzyszyć człowiekowi na modlitwie? Mnie na pewno towarzyszyło zawstydzenie. Wpatrując się w postać Karoliny, mogę powiedzieć, że po prostu nie potrafię być tak święty jak Ona. Nawet w połowie! Ale taki zbawczy wstyd jest człowiekowi potrzebny! Z drugiej strony, rozmyślając o Karolinie, człowiek zbliża się do Chrystusa. Bo przykład pociąga! I również pisanie tych rozważań było dla mnie też takim wsłuchiwaniem się w bicie Serca Jezusa. Myślę, że dla ludzi XXI wieku to bardzo ważne, aby pośród tak wielu spraw tego świata, tak wielkiego gwaru, wyczulić się na wsłuchiwanie się w bicie Serca Zbawiciela. Bo to serce bije dla nas.

 

Jakie jest powiązanie księdza z postacią bł. Karoliny? Moja znajomość z Karoliną rozpoczęła się, kiedy siedem lat temu pierwszy raz poszedłem na pielgrzymkę do Częstochowy. W drugi dzień jest się w Jej sanktuarium. Tam dowiedziałem się o istnieniu tej błogosławionej. Kiedy, będąc już w seminarium, jako rocznik wybieraliśmy patrona, jeden z kolegów zaproponował Karolinę. Spodobała mi się ta propozycja i choć niewiele jeszcze wtedy o Niej wiedziałem, to fakt, że wcześniej byłem już u Niej zdecydował, że głosowałem za Karoliną. Karolina wtedy wygrała to głosowanie i została naszą patronką. Naturalną rzeczą jest to, że o patronie trzeba się czegoś dowiedzieć i tak zaczęło się wchodzenie w bliższą znajomość i stopniowy zachwyt Karoliną. Nie mam też wątpliwości co do tego, że Karolina wypraszała mi potrzebne łaski i siły na drodze powołania. Często powtarzam, że to, iż zostałem księdzem, to jeden z kolejnych cudów za wstawiennictwem Karoliny. Pewnie nie będzie on uwzględniony w procesie kanonizacyjnym, ale ja nie mam wątpliwości.

Co szczególnie ujmuje księdza w bł. Karolinie? Życie Karoliny jest piękne. Kiedy się czyta Jej biografię po prostu się można zachwycić. Jej relacja z Bogiem, kult Maryi i świętych, relacje z ludźmi, zaangażowanie w życie parafii, pracowitość, to jest coś wspaniałego. I człowiek zadaje sobie pytanie: Boże, jak Ona to robiła? Przecież ja tak nie potrafię... Męczeńska śmierć to tylko epilog, kropka nad ”i". Śmiercią Karolina pokazała, że Jej piękne życie nie było na pokaz, to nie był jakiś teatr, ale to było autentyczne trwanie w Bogu. Wszystko, co robiła, robiła ze względu na Niego. Tym się można zachwycić. Życzę wszystkim zachwytu Karoliną, bo słowa tylko pouczają, a przykłady pociągają.

 

(Rozmowa przeprowadzona z ks. Grzegorzem Sroką wikariuszem w Szynwałdzie od 2013 roku. Artykuł ukazał się w czasopiśmie "Śladami Karoliny" - Kwartalniku Przyjaciół Błogosławionej Karoliny Kózkówny w 2 numerze z marca 2014 roku).

(2014-07-18)

 


sholagregoWraca łacina

Jest trudny, śpiewany po łacinie, jednak pociąga coraz więcej ludzi. W Szynwałdzie od roku brzmi chorał gregoriański. Zafascynowałem się chorałem w seminarium. Zastanawialiśmy się z kolegami, czy ten własny śpiew liturgii rzymskiej da się dziś wykorzystać w duszpasterstwie. Tu mamy przykład – mówi ks. Waldemar Wołek, wikariusz w Szynwałdzie, który założył scholę. Regularnie ćwiczy w niej kilkanaście pań. – Trzeba to polubić, a żeby polubić, trzeba zrozumieć, czym jest chorał. To jest element pięknej tradycji Kościoła. Jednogłosowy śpiew łacińskich tekstów, głównie z Pisma Świętego, daje poczucie bycia bliżej sacrum – mówi Anna Nowak, członkini scholi. Dziś poza śpiewem z towarzyszeniem organów często w świątyniach słyszymy współczesne instrumenty i melodie. Kiedyś przeszłam przez oazy, graliśmy na gitarach i to było na dany moment fajne, potrzebne. Dziś mam potrzebę powrotu do tradycji, do dostojeństwa liturgii, a chorał w tym pomaga – dodaje Ewa Siedlik, chórzystka. Schola śpiewa na Mszy św. w jedną niedzielę miesiąca. – Jest potrzebna, bo dziś mało kto zna łacinę i melodię. Schola prowadzi – opowiada ks. Józef Michalski, proboszcz. Ludzie podjęli chętnie modlitwę w liturgicznym języku Kościoła. – Do tego stopnia, że środowa Msza św. poranna, również odprawiana po łacinie, często jest śpiewana i chętnie na nią ludzie przychodzą – dodaje ks. Michalski. Schola spotyka się na środowych próbach. Z prawej ks. Waldemar.

GRZEGORZ BROŻEK /GN.

(artykuł z "Gościa Niedzielnego" nr. 03/2014 19 Stycznia, w części: "Gość Tarnowski")

(2014-07-18)


Nauka po śladach (Szynwałdzkie projekty edukacyjne).

Szynwałdzkie projekty edukacyjne

Zapisy na projekt trwały cały tydzień. Na zdjęciu
Paulina Zegar z VI kl. wraz z mamą

Tak jak przed laty Jan Paweł II wędrował po Tatrach czy chodził ulicami Wadowic, tak i oni będą przemierzać te szlaki. Wcześniej jednak przygotują się do tych wypraw merytorycznie. Ogromnym zainteresowaniem cieszyły się zapisy na projekt "Edukacja śladami Jana Pawła II", realizowany przy parafii w Szynwałdzie. - Postać papieża wciąż fascynuje, a projekt to okazja do poznania jego postaci i nauki - mówi Bartłomiej Mącior, koordynator projektu. - Ojciec Święty lubił i historię, i geografię, i wycieczki po Małopolsce, wiele miejsc tu zwiedził i my o nich chcemy młodym najpierw opowiedzieć, a potem ich tam wziąć - dodaje. Zapisy trwały do 14 stycznia, a pierwsze zajęcia zaplanowano na 23 stycznia. - Uczestnicy projektu, podzieleni na trzy grupy wiekowe, spotykać się będą raz w tygodniu na warsztatach historyczno - geograticznych - opowiada. W ich ramach poznają więc biografię Jana Pawła II, miejsca związane z jego życiem, głoszone przesłanie lub głoszoną naukę. Zwiedzą też m.in. Wadowice, Stary Sącz i Kraków. Dla młodych to nie tylko okazja do integracji, ale żywa lekcja historii. - Pamiętamy tylko koniec pontyfikatu, warto więc odświeżyć sobie pewne zagadnienia. Są one tak uniwersalne, że każdy młody człowiek powinien je znać - zauważa Piotr Mazur, uczestnik zajęć. Projekt finansowany jest z programu "Kapitał Ludzki", js (źródło, "Tarnowski Gość Niedzielny" 2012-01-26) 


Miejsca ludzie wydarzenia

(Artykuł z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2011-07-10)

Biskóp Józef WojtarowiczW jedności siła. To banalne, acz prawdziwe stwierdzenie wyraziło się w ogólnodiecezjalnej walce z pijaństwem - Nikt nie liczy szkód społecznych związanych z ilością punktów sprzedaży alkoholu, choć na ich rozmnażanie pozwala prawo. Problem nie jest jednak nowy. Na początku XX wieku karczm było więcej niż kościołów i szkół. – W 1911 jeden ksiądz przypadał na 1786 osób, nauczyciel na 513, a szynkarz na 347 osób. W Galicji było w tym czasie blisko 3 tys. świątyń, 6 tys. szkół i aż 23 tys. karczm! – wylicza ks. dr Marek Łabuz. - Wspólny front - Promotorem walki z pijaństwem w diecezji był bp. Józef Wojtarowicz (Nasz rodak pochodzący z Szynwałdu). Pisał do diecezjan 29 listopada 1840 roku: „Pijaństwo jest przyczyną waszej nędzy”. Biskup założył Towarzystwo wstrzemięźliwości, które ochoczo poparli i wspierali księża, m. in. ks. Michał Król, ks. Wojciech Blaszyński. W jedności siła. To banalne, acz prawdziwe stwierdzenie wyraziło się w ogólnodiecezjalnej walce z pijaństwem. Nikt nie liczy szkód społecznych związanych z ilością punktów sprzedaży alkoholu, choć na ich rozmnażanie pozwala prawo. Problem nie jest jednak nowy. Na początku XX wieku karczm było więcej niż kościołów i szkół. – W 1911 jeden ksiądz przypadał na 1786 osób, nauczyciel na 513, a szynkarz na 347 osób. W Galicji było w tym czasie blisko 3 tys. świątyń, 6 tys. szkół i aż 23 tys. karczm! – wylicza ks. dr. Marek Łabuz.

Wspólny front

Promotorem walki z pijaństwem w diecezji był bp. Józef Wojtarowicz. (więcej w zakładce Biskup Wojtarowicz). Pisał do diecezjan 29 listopada 1840 roku: „Pijaństwo jest przyczyną waszej nędzy”. Biskup założył Towarzystwo wstrzemięźliwości, które ochoczo poparli i wspierali księża, m. in. ks. Michał Król, ks. Wojciech Blaszyński. Wiele dobrego zrobili zakonnicy przez głoszenie misji ludowych. Jednym z nich był jezuita Karol Antoniewicz. Po jego kazaniach adwentowych w 1844 roku tłumy sądeczan włączyły się w szeregi Towarzystwa, a księża z okolicznych parafii zapraszali do siebie tak skutecznego kaznodzieję. Dla promowania trzeźwości wiele uczynili księża z Towarzystwa Kapłanów Diecezjalnych p.w. św. Józefa, którzy również przeprowadzali misje ludowe. Ratunek widziano w zakładaniu i prowadzeniu bractw religijnych, głoszeniu rekolekcji i misji, a także otwieraniu sklepików i gospód chrześcijańskich. Znaczący wzrost spożycia alkoholu nastąpił za czasów abp. Wałęgi na początku XX wieku. – W gorliwości na rzecz trzeźwości wyróżniali się proboszczowie z Zalasowej – ks. Michał Owsianka, z Jastrząbki Starej – ks. Franciszek Mączka, z Rajbrotu – ks. Jan Kanty Duszyński, z Łącka – ks. Jan Piaskowy (1856-1923) – wylicza ks. Łabuz. Proboszcz łącki należał do najwybitniejszych działaczy antyalkoholowych. Bractwo trzeźwości prowadził już podczas posługi w Brzeźnicy k. Bochni. Ideę wolności od nałogu promował też skutecznie w Łącku. Jego największą zasługą w tym względzie było promowanie ogrodnictwa, więc pracy w trudnych rolniczo terenach. Jemu Łącko zawdzięcza kwitnące sady, szkołę, szpital i dom dla ubogich, łaźnię. Walka z biedą, uczenie ludzi gospodarności i oszczędzania były skuteczną metodą zaprowadzania trzeźwości.

Młot na karczmarzy

Jak się okazywało walka z pijaństwem nie przynosiła pożądanych owoców. Zwłaszcza przez ilość karczm, które niestety były ośrodkami życia społecznego. – Powiadano, że gdy chłop wracał w niedzielę trzeźwy do domu, to mu nie wierzono, że był w kościele – podaje ks. Łabuz. Domagano się więc zamykania szynków w niedzielę, jednak Rząd Krajowy w Galicji nie podjął żadnego działania. Sprawy musieli wziąć w swoje ręce proboszczowie. Warto tu przywołać ks. Wojciecha Towarnickiego z Cerekwi, który kazaniami, nie pozwalaniem pijakom na bycie chrzestnymi, promowanie wesel bez alkoholu, doprowadzeniem do zbudowania na miejscu spalonej przypadkiem karczmy szkoły przyczynił się do trzeźwości swoich parafian. Trzeba też wspomnieć ks. Tomasza Łączewskiego ze Szczucina, ks. Gabriela Helpę ze Zbyszyc czy ks. Józefa Wilkowicza proboszcza z Tylmanowej i ks. Jana Wróbla z Królówki. Jednak wartym szczególnego odnotowania jest proboszcz Szynwałdu – ks. Aleksander Siemieński (1851-1939). (więcej w zakładce Ks. Prałat Siemieński). Ależ to był młot na karczmarzy! – Wkrótce po przybyciu do Szynwałdu wykupił wszystkie karczmy, a na ich miejscu postawił figury święte i kaplice. Sam był abstynentem i należał do Związku Abstynentów Księży – pisze ks. dr Adam Nowak. W chwili, gdy parafię opuszczał ostatni karczmarz,

Proboszcz Szynwałdu – ks. Aleksander Siemieński Grota Matki Bożej na miejscu byłej karczmy

rozdzwoniły się dzwony kościelne na znak „oczyszczenia parafii z wrogów Krzyża Chrystusowego”. Był dobrym organizatorem życia społecznego. Założył Bractwo Chrześcijańskich Matek, do pomocy w duszpasterstwie sprowadził służebniczki starowiejskie, które prowadziły szkołę dla dziewcząt. – Był jałmużnikiem, a dla najbiedniejszych wybudował dom z drzewa ze starego kościoła. Tam najczęściej bywał. Uczył pisać, czytać, liczyć. Wspólnie z biednymi się modlił – podaje ks. Nowak. Zmarł we wspomnienie św. Jana Vianneya, którego uważał za patrona swej służby. Spoczywa w Szynwałdzie.

xzw

 

   
© "MIĘDZY NIEBEM A SZYNWAŁDEM" - Nieoficjalny serwis o Parafii N.M.P. Szkaplerznej w Szynwałdzie. Wszelkie prawa zastrzeżone 2010 - 2018